Chwilę czekaliśmy na windę. Kiedy drzwi się otworzyły winda nie była pusta:
-Ryan! Chaz! Co wy tu robicie? –zapytała Selena.
Więc byli to znajomi Justina.
Chaz był wyraźnie młodszy. Wyszli z windy i uściskali Sel. Same ruchy Ryana ukazywały jego zdecydowanie i pewność siebie, zupełnie jak u Justin.
Najpierw została im przedstawiona Bella stojąca między mną, a ich jedyną znajomą, potem moja siostra.
-A to jest Cody, Cody Simpson, który…
-Wiemy kto to jest –odpowiedział Ryan i zmierzył mnie wzrokiem. –Gdzie Justin?
-Nie jest w humorze…. –popatrzyliśmy po sobie z Seleną, Bella spuściła wzrok jednocześnie unosząc brwi jakby chciała powiedzieć że nie zamierza tego komentować. -…ale zawsze możecie się z nami zabrać na plażę…
Ryan przytaknął, Chaz był pochłonięty rozmową z moją siostrą i chyba nie miał zamiaru jej przerywać.
-Tylko nagle zrobiło się nas za dużo…. –skomentowała Alli kiedy mieliśmy już wsiadać.
-Ryan może zapakować swój starczy tyłek do przodu, Bella i Selena przecież zmieszczą się obok siebie a Ty zawsze możesz jechać na moich kolanach…. –zaproponował Chaz.
-Kombinator.. –wyszeptał Rayan przechodząc obok mnie.
Uśmiechnąłem się. Jak wszyscy.
Drogi były zaskakująco puste, więc dojechaliśmy szybko.
Deska została w aucie Ryana; po co miałem ją brać, skoro zamiast mnie i Alli na plaży byliśmy teraz w szóstkę.
Wszyscy usiedliśmy na samym środku pustej plaży czekając w ciszy na wschód słońca.
Usiadłem za Bellą przytulając się do niej, po prawej miałem Selenę, która najwyraźniej zaadoptowała mnie w roli poduszki:
-Nie fair! Ja nie mam nikogo do przytulania… -powiedział pół żartem Ryan siedzący po mojej lewej.
-Jedno ramię mam jeszcze wolne… gdybyś chciał.. –zaśmiałem się.
-Taaaaa… ultra męskie…
Dziwne. Mimo tego jak zareagował, miałem wrażenie... że CHCIAŁ się o mnie oprzeć.
-Możemy pogadać… Na osobności?...
Zdziwiłem się, ale nie miałem nic przeciwko.
-Zaraz będę… -pocałowałem Bellę w policzek i ruszyłem za Ryanem.
Spacerowaliśmy przed świtem, tonąc w szarości wstającego dnia, któremu powoli ustępowała noc. Kiedy znaleźliśmy się na tyle daleko by nie było nas słychać mój towarzysz zaczął rozmowę.
-Chaz o niczym nie wie.. Nigdy nie wiedział… -zagryzł wargi. Jego ton był poważny, a ja zaczynałem bać się celu tej rozmowy. –Wiem że Justin chce z Tobą być…
Ustałem. Spojrzałem na Ryana. Nie żartował.
-Dlatego… chcę Cię poznać, bo Justin to mój dobry przyjaciel… do wielu lat, i nie chcę żeby był z kimś kto na niego nie zasługuje……..
*łup*
Sam nie wiem jak kiedy go uderzyłem. To było jak reakcja wiązana. Jego słowa zabolały. Jednak on sam po chwili odwrócił twarz i spojrzał na mnie uśmiechnięty.
-To jednak coś do niego czujesz…
-Nie, zapycham sobie nim czas jak Bella idzie z Seleną na zakupy… -odpowiedziałem szorstko i ruszyłem przed siebie. Oczywiście że COŚ do niego czułem. Nawet duże coś. W zupełnie nie perwersyjnym znaczeniu.
-Przepraszam… Nie chciałem Cię urazić.
-Za późno.
-Wyluzuj… Chcę Cię poznać –złapał mnie za ramiona. –Możemy usiąść i pogadać?
Plaża zakręcała jakiś czas temu, tak że nie widzieliśmy teraz reszty.
Usiedliśmy na piasku obok siebie:
-Bella działa jak Selena?
-W jakim sensie?
-Przykrywki medialnej która nie wie o pełnionej przez siebie funkcji? Chyba tylko ja i Justin wiemy… No i ty, prawda?
Przytaknąłem.
Powiernik Justina.
Może Justin woli Ryana… a może ja nie daję się do siebie zbliżyć… Już sam niczego nie rozumiem.
-Ryan?..
-Hymm…
-Justin Ci powiedział co dzisiaj się stało?
-Taaaak… Szczerze mówiąc, też bym się zdenerwował, na Twoim miejscu, ale potem starałbym się z nim porozmawiać…
-Starałem się….
Na chwilę zapadła niezręczna cisza, którą przerwał Ryan. Pytał mnie o różne rzeczy, sam opowiadał o sobie. Dobrze mi się z nim rozmawiało. Uchylił mi trochę swojego świata; opowiadał o Justinie.
Zrobiło się już zupełnie jasno kiedy obok nas zjawiło się moje auto.
Wysiadł z niego… Justin, z twarzą nie reprezentującą żadnego nastroju.
-Długo was nie było… wszyscy zmarźli i wrócili do hotelu… Bella się martwi –tu zwrócił się do mnie, krzyżując ręce na piersi i odwracając wzrok.
-To ja się przejdę… Pobiegam…. Dawno nie biegałem… Będę niedługo.
-Dzięki Ryan –naprawdę byłem mu wdzięczny.
-Posłuchaj Justin… –zacząłem kiedy zostaliśmy już sami.
-Nie, to Ty posłuchaj… -odpowiedział rozgniewany. –Nie chcę się już z Tobą kłócić… Co prawda nie wiem co robiłeś TU z Ryanem przez cztery godziny….
-Rozmawiałem.
-Załóżmy, że tak było…
-Rozmawiałem z nim –przerwałem dalszy wywód Justina. –I nic więcej. Myślisz że lecę na każdego faceta który obok mnie przejdzie? To bardzo mi przykro że tak nisko mnie oceniasz..
-Ja..
-Ja nie skończyłem! –uniosłem głos. –Mam Ciebie i chcę Ciebie. Zawsze mam też Bellę, ale chyba wartym przypomnienie było by że ona jest dziewczyną… Dasz wiarę?! –pokręciłem głową. Byłem wściekły na siebie, a wyżywałem się na Bieberze.
-Skończyłeś? Już? Lepiej Ci?... –zapytał znużony. Jakby czekał aż się wyładuję.
Chciałem zareagować jeszcze gniewniej, ale opanowałem się.
-Nie jest Ci zimno…? –ciepły oddech Justina, który oplótł moje ramie uświadomił mi, że paraduję cały czas w samych spodniach od dresu. Przejechał palcem po moich obojczykach, a potem przez środek mojego torsu, do samego dołu, zatrzymując się za granicą materiału moich spodni.
-Wyjmij go….
-Mój palec… czy co innego, należącego do Ciebie?.. –zapytał z perwersyjnym uśmieszkiem.
-Świnia… -wyszeptałem, śmiejąc się i odpychając delikatnie Justina.
Uśmiechnął się i przytulił do mnie. Sam nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo tego chciałem.
-Wolę jak się uśmiechasz Cody…
Chciałem odpowiedzieć ale Justin aktualnie wolał mnie całować niż słuchać, co wcale mi nie przeszkadzało.
*****************************
Wiem ta notka jest DZIWNA taka nie moja… jakaś …. Nie wiem….. Czasami trzeba wszystko posklejać w całość i dodać nowe puzzle i życie się komplikuje, ale gdyby wszystko było proste nic nie było by ciekawe XD :33
PS DZIĘKUJĘ WAM WSZYSTKIM ZA PIERWSZE 101 KOMENTARZY !!!!!!!!!!!! :*
PS2 Jutro zacznę czytać/komentować wasze wpisy, Kocham was :* ale na dziś już dość
DOBRANOC!
-Ryan! Chaz! Co wy tu robicie? –zapytała Selena.
Więc byli to znajomi Justina.
Chaz był wyraźnie młodszy. Wyszli z windy i uściskali Sel. Same ruchy Ryana ukazywały jego zdecydowanie i pewność siebie, zupełnie jak u Justin.
Najpierw została im przedstawiona Bella stojąca między mną, a ich jedyną znajomą, potem moja siostra.
-A to jest Cody, Cody Simpson, który…
-Wiemy kto to jest –odpowiedział Ryan i zmierzył mnie wzrokiem. –Gdzie Justin?
-Nie jest w humorze…. –popatrzyliśmy po sobie z Seleną, Bella spuściła wzrok jednocześnie unosząc brwi jakby chciała powiedzieć że nie zamierza tego komentować. -…ale zawsze możecie się z nami zabrać na plażę…
Ryan przytaknął, Chaz był pochłonięty rozmową z moją siostrą i chyba nie miał zamiaru jej przerywać.
-Tylko nagle zrobiło się nas za dużo…. –skomentowała Alli kiedy mieliśmy już wsiadać.
-Ryan może zapakować swój starczy tyłek do przodu, Bella i Selena przecież zmieszczą się obok siebie a Ty zawsze możesz jechać na moich kolanach…. –zaproponował Chaz.
-Kombinator.. –wyszeptał Rayan przechodząc obok mnie.
Uśmiechnąłem się. Jak wszyscy.
Drogi były zaskakująco puste, więc dojechaliśmy szybko.
Deska została w aucie Ryana; po co miałem ją brać, skoro zamiast mnie i Alli na plaży byliśmy teraz w szóstkę.
Wszyscy usiedliśmy na samym środku pustej plaży czekając w ciszy na wschód słońca.
Usiadłem za Bellą przytulając się do niej, po prawej miałem Selenę, która najwyraźniej zaadoptowała mnie w roli poduszki:
-Nie fair! Ja nie mam nikogo do przytulania… -powiedział pół żartem Ryan siedzący po mojej lewej.
-Jedno ramię mam jeszcze wolne… gdybyś chciał.. –zaśmiałem się.
-Taaaaa… ultra męskie…
Dziwne. Mimo tego jak zareagował, miałem wrażenie... że CHCIAŁ się o mnie oprzeć.
-Możemy pogadać… Na osobności?...
Zdziwiłem się, ale nie miałem nic przeciwko.
-Zaraz będę… -pocałowałem Bellę w policzek i ruszyłem za Ryanem.
Spacerowaliśmy przed świtem, tonąc w szarości wstającego dnia, któremu powoli ustępowała noc. Kiedy znaleźliśmy się na tyle daleko by nie było nas słychać mój towarzysz zaczął rozmowę.
-Chaz o niczym nie wie.. Nigdy nie wiedział… -zagryzł wargi. Jego ton był poważny, a ja zaczynałem bać się celu tej rozmowy. –Wiem że Justin chce z Tobą być…
Ustałem. Spojrzałem na Ryana. Nie żartował.
-Dlatego… chcę Cię poznać, bo Justin to mój dobry przyjaciel… do wielu lat, i nie chcę żeby był z kimś kto na niego nie zasługuje……..
*łup*
Sam nie wiem jak kiedy go uderzyłem. To było jak reakcja wiązana. Jego słowa zabolały. Jednak on sam po chwili odwrócił twarz i spojrzał na mnie uśmiechnięty.
-To jednak coś do niego czujesz…
-Nie, zapycham sobie nim czas jak Bella idzie z Seleną na zakupy… -odpowiedziałem szorstko i ruszyłem przed siebie. Oczywiście że COŚ do niego czułem. Nawet duże coś. W zupełnie nie perwersyjnym znaczeniu.
-Przepraszam… Nie chciałem Cię urazić.
-Za późno.
-Wyluzuj… Chcę Cię poznać –złapał mnie za ramiona. –Możemy usiąść i pogadać?
Plaża zakręcała jakiś czas temu, tak że nie widzieliśmy teraz reszty.
Usiedliśmy na piasku obok siebie:
-Bella działa jak Selena?
-W jakim sensie?
-Przykrywki medialnej która nie wie o pełnionej przez siebie funkcji? Chyba tylko ja i Justin wiemy… No i ty, prawda?
Przytaknąłem.
Powiernik Justina.
Może Justin woli Ryana… a może ja nie daję się do siebie zbliżyć… Już sam niczego nie rozumiem.
-Ryan?..
-Hymm…
-Justin Ci powiedział co dzisiaj się stało?
-Taaaak… Szczerze mówiąc, też bym się zdenerwował, na Twoim miejscu, ale potem starałbym się z nim porozmawiać…
-Starałem się….
Na chwilę zapadła niezręczna cisza, którą przerwał Ryan. Pytał mnie o różne rzeczy, sam opowiadał o sobie. Dobrze mi się z nim rozmawiało. Uchylił mi trochę swojego świata; opowiadał o Justinie.
Zrobiło się już zupełnie jasno kiedy obok nas zjawiło się moje auto.
Wysiadł z niego… Justin, z twarzą nie reprezentującą żadnego nastroju.
-Długo was nie było… wszyscy zmarźli i wrócili do hotelu… Bella się martwi –tu zwrócił się do mnie, krzyżując ręce na piersi i odwracając wzrok.
-To ja się przejdę… Pobiegam…. Dawno nie biegałem… Będę niedługo.
-Dzięki Ryan –naprawdę byłem mu wdzięczny.
-Posłuchaj Justin… –zacząłem kiedy zostaliśmy już sami.
-Nie, to Ty posłuchaj… -odpowiedział rozgniewany. –Nie chcę się już z Tobą kłócić… Co prawda nie wiem co robiłeś TU z Ryanem przez cztery godziny….
-Rozmawiałem.
-Załóżmy, że tak było…
-Rozmawiałem z nim –przerwałem dalszy wywód Justina. –I nic więcej. Myślisz że lecę na każdego faceta który obok mnie przejdzie? To bardzo mi przykro że tak nisko mnie oceniasz..
-Ja..
-Ja nie skończyłem! –uniosłem głos. –Mam Ciebie i chcę Ciebie. Zawsze mam też Bellę, ale chyba wartym przypomnienie było by że ona jest dziewczyną… Dasz wiarę?! –pokręciłem głową. Byłem wściekły na siebie, a wyżywałem się na Bieberze.
-Skończyłeś? Już? Lepiej Ci?... –zapytał znużony. Jakby czekał aż się wyładuję.
Chciałem zareagować jeszcze gniewniej, ale opanowałem się.
-Nie jest Ci zimno…? –ciepły oddech Justina, który oplótł moje ramie uświadomił mi, że paraduję cały czas w samych spodniach od dresu. Przejechał palcem po moich obojczykach, a potem przez środek mojego torsu, do samego dołu, zatrzymując się za granicą materiału moich spodni.
-Wyjmij go….
-Mój palec… czy co innego, należącego do Ciebie?.. –zapytał z perwersyjnym uśmieszkiem.
-Świnia… -wyszeptałem, śmiejąc się i odpychając delikatnie Justina.
Uśmiechnął się i przytulił do mnie. Sam nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo tego chciałem.
-Wolę jak się uśmiechasz Cody…
Chciałem odpowiedzieć ale Justin aktualnie wolał mnie całować niż słuchać, co wcale mi nie przeszkadzało.
*****************************
Wiem ta notka jest DZIWNA taka nie moja… jakaś …. Nie wiem….. Czasami trzeba wszystko posklejać w całość i dodać nowe puzzle i życie się komplikuje, ale gdyby wszystko było proste nic nie było by ciekawe XD :33
PS DZIĘKUJĘ WAM WSZYSTKIM ZA PIERWSZE 101 KOMENTARZY !!!!!!!!!!!! :*
PS2 Jutro zacznę czytać/komentować wasze wpisy, Kocham was :* ale na dziś już dość
DOBRANOC!
Tagi:
dziekuję wam //// JxC
05.02.2012 o godz. 00:13
komentuj (12)
Chciałem być z Justinem, czuć jego bliskość, jego dotyk, ciepło jego ciała. Nawet wyobrażałem sobie, że do niego idę, nie zważam na to co będzie mówił, czy też się stawiał, zacznę go całować, chociażby siłą a on mi się podda, prosząc o więcej –tyle że to mało realny plan… nie mogę ot tak pójść do niego i powiedzieć ‘bitch please…. Co za dużo to nie zdrowo, dlatego przestań już się gniewać…’ . To nie moja działka, no i to zupełnie nie w moim stylu. Nie mogę mu też powiedzieć że go kocham bo to by wyglądało tak jakbym chciał wyrównać rachunek za jego wieczorne wyznanie. Moja bezradność i niezdecydowanie zżerały mnie od środka.
Może o wiele lepiej było by dla mnie gdybym był z Bellą. Ta myśl nachodziła mnie coraz częściej. Ma w sobie coś czemu nie mogę się oprzeć…. A może to tylko taka reakcja z powodu braku Justina.
Przeturlałem się przez łóżko na jego drugi koniec i wyciągnąłem iPhona z szuflady szafki nocnej, włączając ‘Somebody’s Me’ Iglesiasa. Zastanawia mnie czy on też jest gejem… bo piosenka opisuje dokładnie to co czułem. Może ból który mnie trawił nie był cechą orientacji a powodu z którego zaistniał.
Zastanawiałem się nadal, może problem nie tkwił w wyznaniu uczucia, a w moim strachu przed innymi osobami; bałem się otworzyć, żeby nie zostać zranionym. Justin powiedział że mnie kocha. Powinienem się cieszyć. Może o wiele łatwiej tkwić w związku w którym wystarczy kiwnąć palcem i dostać to czego się chce. Teraz chciałem pewnej osoby najbardziej ze wszystkiego w świecie, a nie wiedziałem jak się za to zabrać. Czułem się samotny, ale wiedziałem że nikt niczego za mnie w tej kwestii nie zrobi. Musiałem działać sam.
Słowa: ‘wszystko Ci ucieknie’ błąkały się po mojej głowie wprowadzając ogólnie pojęty chaos i zamęt.
Chciałem obejrzeć kilka filmów, które leżały obok DVD, czekając na moją decyzję; chciałem popływać, chciałem być obok Justina, chciałem tak wiele a nie robiłem nic. Czas przelatywał mi przez palce a ja leżałem.
Zupełnie jakby wraz z mijającym czasem i problemy miały przeminąć. Stare wspomnienia mieszały mi się z najnowszymi pragnieniami, a te z kolei przykrywały obawy.
Rozmyślając wsunąłem całą giga paczkę chipsów, i chyba nie tyle one co natłok myśli spowodował że zrobiło mi się niedobrze.
Dość szybko znalazłem się w towarzystwie sedesowej deski, której się trzymałem i obecnie stała się ona moją najwspanialszą przyjaciółką.
Spuściłem wodę.
Chwilę jeszcze siedziałem patrząc na uspokajającą się taflę wody.
Kiedy myłem zęby usłyszałem oddalające się od drzwi odgłosy kroków. Więc stałeś za drzwiami Justin? Martwiłeś się? Czy może dopingowałeś mój żołądek? Czemu nie wszedłeś?
W sumie to dobrze… Sam nie chciałbym zobaczyć siebie wymiotującego.
Chciałem z nim porozmawiać, ale bałem się mówić czegokolwiek przez drzwi, zawsze mogła być z nim Selena. Zapukałem. Zero odpowiedzi. Zapukałem jeszcze raz.
-Justin…. Proszę Cię, porozmawiaj ze mną…..
Zagryzłem usta. Nie chciał rozmawiać. Jego strata. Nieprawda. Moja wina. To ja, nie on, źle się zachowałem. Już sam nie widziałem który z nas był winny. Zawsze miałem z tym problem.
Wyszedłem z łazienki trzaskając drzwiami.
Podchodząc do łóżka padłem na nie bez ładu.
Moje ciało odbiło się od sprężystego materacu kilka razy. Leżałem tak chwilę.
Skoro Justin nie chce na razie rozmawiać, muszę zająć się czymś innym. Wstałem i przejrzałem wszystkie filmy. Ehhh… trzy z pięciu które leżały na stosiku widziałem już wiele razy, na pozostałe nie miałem ochoty.
Poszedłem do łazienki, zapukałem jeszcze raz w nadziei że tym razem otworzy.
-Justin, jeśli nie śpisz, to wyjdź proszę… Niepotrzebnie się posprzeczaliśmy, prawda? Ja….
Miałem wrażenie że robie z siebie idiotę, może on spał? Może miał mnie aktualnie gdzieś? Uderzyłęm głową w zamknięte drzwi-jakby to miało mi w czymś pomóc.
Postanowiłem go zostawić i wrócić do całej sprawy rano.
W pokoju odblokowałem iPhona, zegarek na tapecie pokazał mi 3:18 nad ranem.
Niedługo wschód słońca.
Brakowało mi domu i plaży…
I w tedy się uśmiechnąłem.
Zabrałem torbę i deskę. Zamknąłem swój pokój –tym razem z zewnątrz.
Ustałem pod drzwiami do pokoju Alli i zadzwoniłem na jej numer, odebrała telefon niemal po sekundzie:
-Coś się stało?
-Otwórz drzwi…
-Coś się stało? –zapytała ponownie kiedy już stała naprzeciwko mnie.
-Kto jeszcze nie śpi?...
-Żadna z nas nie śpi –powiedziała uradowana Bella, która nagle wyłoniła się zza placów mojej siostry.
Usłyszałem kroki i w drzwiach pojawiła się też Selena, w wielkich przeciwsłonecznych okularach. Z pokoju dochodziły ciche głosy z telewizora, który zdaje się pełnił też aktualnie funkcję lampki nocnej. Wszystkie dziewczyny miały na sobie dresy i dopasowane podkoszulki, a co najdziwniejsze wszystkie miały idealnie wystylizowane włosy.
-Gdzieś się…. wybierałyście? –zapytałem zdziwiony.
-Nie… ale nie miałyśmy co robić… -odpowiedziała mi moja siostra, która najprawdopodobniej do dziś nie trzymała prostownicy, lokówki ani suszarki w ręku częściej niż trzy razy w roku, co zazwyczaj wiązało się z rodzinną uroczystością.
-Skoro już tak ładnie wyglądacie… i nie śpicie to zabieram was na plażę.
Nie wiem czy wypiły za dużo kawy, czy zjadły za dużo cukru, ale Bella rzuciła mi się na szyję, a zaraz za nią moja siostra i Sel. Świetnie, co ja robię. Kolejny raz kiedy chcę być z Justinem kończę z nimi trzema…. Normalnie to się chyba nazywa powodzeniem… Uśmiechnąłem się do swoich myśli.
-Jeżeli chcemy zdążyć na wschód słońca, to musimy…
-Nie jesteśmy ubrane…. -przerwała mi Selena.
-Nic nie szkodzi, Ty jesteś ukryta za parą tych ciemnych okularów. Nie narzekajcie, tylko chodźcie. Po cichutku….
********************************
Ostatni rozdział chyba wam nie przypadł do gustu ;<
Może temu powiedzie się lepiej :)
Może o wiele lepiej było by dla mnie gdybym był z Bellą. Ta myśl nachodziła mnie coraz częściej. Ma w sobie coś czemu nie mogę się oprzeć…. A może to tylko taka reakcja z powodu braku Justina.
Przeturlałem się przez łóżko na jego drugi koniec i wyciągnąłem iPhona z szuflady szafki nocnej, włączając ‘Somebody’s Me’ Iglesiasa. Zastanawia mnie czy on też jest gejem… bo piosenka opisuje dokładnie to co czułem. Może ból który mnie trawił nie był cechą orientacji a powodu z którego zaistniał.
Zastanawiałem się nadal, może problem nie tkwił w wyznaniu uczucia, a w moim strachu przed innymi osobami; bałem się otworzyć, żeby nie zostać zranionym. Justin powiedział że mnie kocha. Powinienem się cieszyć. Może o wiele łatwiej tkwić w związku w którym wystarczy kiwnąć palcem i dostać to czego się chce. Teraz chciałem pewnej osoby najbardziej ze wszystkiego w świecie, a nie wiedziałem jak się za to zabrać. Czułem się samotny, ale wiedziałem że nikt niczego za mnie w tej kwestii nie zrobi. Musiałem działać sam.
Słowa: ‘wszystko Ci ucieknie’ błąkały się po mojej głowie wprowadzając ogólnie pojęty chaos i zamęt.
Chciałem obejrzeć kilka filmów, które leżały obok DVD, czekając na moją decyzję; chciałem popływać, chciałem być obok Justina, chciałem tak wiele a nie robiłem nic. Czas przelatywał mi przez palce a ja leżałem.
Zupełnie jakby wraz z mijającym czasem i problemy miały przeminąć. Stare wspomnienia mieszały mi się z najnowszymi pragnieniami, a te z kolei przykrywały obawy.
Rozmyślając wsunąłem całą giga paczkę chipsów, i chyba nie tyle one co natłok myśli spowodował że zrobiło mi się niedobrze.
Dość szybko znalazłem się w towarzystwie sedesowej deski, której się trzymałem i obecnie stała się ona moją najwspanialszą przyjaciółką.
Spuściłem wodę.
Chwilę jeszcze siedziałem patrząc na uspokajającą się taflę wody.
Kiedy myłem zęby usłyszałem oddalające się od drzwi odgłosy kroków. Więc stałeś za drzwiami Justin? Martwiłeś się? Czy może dopingowałeś mój żołądek? Czemu nie wszedłeś?
W sumie to dobrze… Sam nie chciałbym zobaczyć siebie wymiotującego.
Chciałem z nim porozmawiać, ale bałem się mówić czegokolwiek przez drzwi, zawsze mogła być z nim Selena. Zapukałem. Zero odpowiedzi. Zapukałem jeszcze raz.
-Justin…. Proszę Cię, porozmawiaj ze mną…..
Zagryzłem usta. Nie chciał rozmawiać. Jego strata. Nieprawda. Moja wina. To ja, nie on, źle się zachowałem. Już sam nie widziałem który z nas był winny. Zawsze miałem z tym problem.
Wyszedłem z łazienki trzaskając drzwiami.
Podchodząc do łóżka padłem na nie bez ładu.
Moje ciało odbiło się od sprężystego materacu kilka razy. Leżałem tak chwilę.
Skoro Justin nie chce na razie rozmawiać, muszę zająć się czymś innym. Wstałem i przejrzałem wszystkie filmy. Ehhh… trzy z pięciu które leżały na stosiku widziałem już wiele razy, na pozostałe nie miałem ochoty.
Poszedłem do łazienki, zapukałem jeszcze raz w nadziei że tym razem otworzy.
-Justin, jeśli nie śpisz, to wyjdź proszę… Niepotrzebnie się posprzeczaliśmy, prawda? Ja….
Miałem wrażenie że robie z siebie idiotę, może on spał? Może miał mnie aktualnie gdzieś? Uderzyłęm głową w zamknięte drzwi-jakby to miało mi w czymś pomóc.
Postanowiłem go zostawić i wrócić do całej sprawy rano.
W pokoju odblokowałem iPhona, zegarek na tapecie pokazał mi 3:18 nad ranem.
Niedługo wschód słońca.
Brakowało mi domu i plaży…
I w tedy się uśmiechnąłem.
Zabrałem torbę i deskę. Zamknąłem swój pokój –tym razem z zewnątrz.
Ustałem pod drzwiami do pokoju Alli i zadzwoniłem na jej numer, odebrała telefon niemal po sekundzie:
-Coś się stało?
-Otwórz drzwi…
-Coś się stało? –zapytała ponownie kiedy już stała naprzeciwko mnie.
-Kto jeszcze nie śpi?...
-Żadna z nas nie śpi –powiedziała uradowana Bella, która nagle wyłoniła się zza placów mojej siostry.
Usłyszałem kroki i w drzwiach pojawiła się też Selena, w wielkich przeciwsłonecznych okularach. Z pokoju dochodziły ciche głosy z telewizora, który zdaje się pełnił też aktualnie funkcję lampki nocnej. Wszystkie dziewczyny miały na sobie dresy i dopasowane podkoszulki, a co najdziwniejsze wszystkie miały idealnie wystylizowane włosy.
-Gdzieś się…. wybierałyście? –zapytałem zdziwiony.
-Nie… ale nie miałyśmy co robić… -odpowiedziała mi moja siostra, która najprawdopodobniej do dziś nie trzymała prostownicy, lokówki ani suszarki w ręku częściej niż trzy razy w roku, co zazwyczaj wiązało się z rodzinną uroczystością.
-Skoro już tak ładnie wyglądacie… i nie śpicie to zabieram was na plażę.
Nie wiem czy wypiły za dużo kawy, czy zjadły za dużo cukru, ale Bella rzuciła mi się na szyję, a zaraz za nią moja siostra i Sel. Świetnie, co ja robię. Kolejny raz kiedy chcę być z Justinem kończę z nimi trzema…. Normalnie to się chyba nazywa powodzeniem… Uśmiechnąłem się do swoich myśli.
-Jeżeli chcemy zdążyć na wschód słońca, to musimy…
-Nie jesteśmy ubrane…. -przerwała mi Selena.
-Nic nie szkodzi, Ty jesteś ukryta za parą tych ciemnych okularów. Nie narzekajcie, tylko chodźcie. Po cichutku….
********************************
Ostatni rozdział chyba wam nie przypadł do gustu ;<
Może temu powiedzie się lepiej :)
Tagi:
powodzenie
-O co Ci chodzi… cały czas się tak ostatnio zachowujesz Cody…
-Jak…?
-Dziwnie…. Jesteś jakiś sfrustrowany…. Chcesz mi coś powiedzieć?….
-Co mam Ci powiedzieć… -zapytałem zamykając drzwi, starając się uspokoić.
-Nie wiem…. Wyjaśnisz mi co Cię denerwuje, to może jakoś temu zaradzimy?... –mówił spokojnie czym niesamowicie mnie zdenerwował.
-Jak bym Ci powiedział że Cię kocham to jakbyś zareagował?...
-Nie wiem.. a mówisz mi to w tej chwili?
Przełknąłem głośno ślinę:
-Tak… Pewnie i tak dobrze o tym wiesz…. –zapadłą cisza, która postanowiłem przerwać… nie chcąc dłużej w niej tkwić- Czas na to żebym sobie poszedł i tego nie przedłużał, skoro i tak nic nie mówisz…. –przecież to ON jest w moim pokoju -.-‘’’
-Cody… przecież jesteś w swoim pokoju… -powiedział starając się nie śmiać.
Miałem ochotę go uderzyć… chyba nie na tyle żeby mu zrobić krzywdę, ale żeby rozładować swój ból, żeby wiedział że to wszystko mnie boli, a on mnie nie rozumie.
Nawet nad sobą nie panowałem, cisnąłem torbą na szafkę przy drzwiach, zwalając z niej wszystkie szklanki, strącając wazon, który zahaczył o wiszący niewiele wyżej obraz miasta nocą. Wszystko lądowało powili w dół w moich oczach. Szkło tłukło się na małe kryształki. Justin znalazł się obok mnie sam nie wiem kiedy i odciągnął mnie od lecącego szkła. To wszystko działo się tak szybko. Spojrzałem w jego zmartwione oczy.
-Mam już wszystkiego dość, tego jak na mnie patrzysz a mnie nie widzisz… To mnie dobija każdego dnia… Spędzasz czas obok mnie nie ze mną…. To wszystko jest bez sensu… -spuściłem głowę, nie chciałem żeby widział moich łez.
Złapał mnie za ramiona i cisnął o ścianę. Nie bardzo mocno, jednak sam fakt już mnie zabolał.
-Otrząśnij się, i zobacz co wyprawiasz do cholery! Zdecyduj się z kim Ty chcesz naprawdę być bo chyba nie ze mną… I wyobraź sobie że nie tylko Ty mogłeś się poczuć źle… Nie wszyscy potrafią rozmawiać o uczuciach… a jasnowidzem nie jestem… Chcesz wiedzieć czy Cię kocham? –zapytał zbliżając swoją twarz do mojej- Tak. Chcesz wiedzieć czy ja chcę z Tobą być? Tak. Tyle, że Ty też możesz mi to powiedzieć. Nie musisz czekać aż inni zrobią to za Ciebie do cholery… Otrząśnij się albo wszystko Ci ucieknie Cody…
Powiedział i wyszedł, w drzwiach kogoś potrącił.
Osunąłem się po ścianie.
Nie rozróżniałem głosów. Justin na kogoś wrzeszczał że chce być sam i żeby dano mu spokój. Do mojego pokoju wpadła któraś z dziewczyn… to była Bella, jej płomienna fryzura kontrastowała teraz z bladą ze strachu twarzą. Zawołała Selenę. Która zaraz po tym jak zobaczyła mnie i pokój znów wybiegła i waliła w drzwi Justina, cały czas coś krzycząc. Potem wbiegły razem z Alli i zasypywały mnie pytaniami co się stało. Chwilę jeszcze tak siedziałem patrząc na nie pustym wzrokiem.
-Nic … wszystko w porządku… to moja wina….
-Nie mów tak… Justin cały dzień był podminowany, i wściekły!
-Selena ma rację –wtrąciła Bella. –Zaraz posprzątamy i…
-Nie –powiedziałem stanowczo, ale najuprzejmiej jak potrafiłem.-Wszystko jest w porządku, ja sobie z tym wszystkim poradzę, posprzątam.... –wstałem na nogi, dziewczyny uczyniły to samo- a was drogie panie proszę o zachowanie tajemnicy, choć w sumie nic takiego się nie stało. Mieliśmy z Justinem małe nieporozumienie do wyjaśnienia.
-Porozmawiam z nim… -zagroziła Selena.
-Sel –ująłem je dłoń –idź do Alli czy do Belli, obejrzyjcie sobie jakiś film, odpocznijcie, zobaczymy się wszyscy rano, dobrze? –choć mówiłem bardzo opanowanym głosem w środku nadal cały drżałem.
Alli mnie ucałowała, Bella zrobiła to samo szepcząc mi na ucho że i tak wszystkie mają teraz jeden pokój. Selena się do mnie przytuliła i podziękowała, choć nie wiem za co, po czym wyszła z moją siostrą, zostawiając mnie sam na sam z moją ‘wybranką’.
-Mogę Ci rozmasować plecy… jesteś jakiś sfrustrowany ostatnio.. i jeszcze to..
-Nie jestem! –podniosłem głos. Wystraszyłem ją, szybko zamknąłem drzwi, żeby nie uciekła chciałem jej wyjaśnić, na tyle, na ile mogłem. Kiedy się znów do niej odwróciłem zobaczyłem że płacze:
-Przestań…. –otuliłem ją ramionami- nie chciałem krzyczeć, posprzeczałem się z Justinem a całą złość przelałem na Ciebie. –kołysałem nas lekko, i głaskałem ją delikatnie po głowie. Kiedy się uspokoiła oplotła mnie ramionami i wtuliła się we mnie. Byłą pierwszą dziewczyną do której poczułem coś na tyle silnego że zastanawiałem się czy nie mógłbym być z nią. Choć to Justin mnie pociągał, ona była bardzo atrakcyjna, i przy niej już sam nie wiedziałem co się ze mną dzieje, czułem się przez to jeszcze bardziej zagubiony. Spojrzała mi w oczy, znałem to spojrzenie, bo właśnie takim pytałem się Justina za każdym razem czy mnie kocha. Zbliżałem swoja twarz do jej bardzo powoli. Coraz bliżej. Sam nie wiedziałem czy chciałem jej, czy odbijałem sobie na niej brak Justina. Zatopiłem się w jej ustach, przycisnąłem ją mocno do siebie, zupełnie jakby ona chciała gdzieś uciec. Ona błądziła gdzieś rękami po moich plecach. Powili zluźniałem uścisk.
-Chyba powinnam już pójść… -powiedziała jakby zawstydzona, ale wyraźnie zadowolona, jakby dostała to czego chciała.
Co też nie poprawiło mi humoru.
Kiedy wyszła zamknąłem drzwi od środka, zgasiłem kilka zbędnych świateł i ruszyłem pod prysznic. Liczyłem na to że zobaczę Justina, nawet stałem pod jego drzwiami i wpatrywałem się w klamkę dobrych kilka minut.
Wróciłem do pokoju w samym ręczniku, podszedłem do torby w poszukiwaniu jakichś ubrań, kiedy ją otworzyłem na samym wierzchy leżało CD z „So Sick” śpiewaną przez Justina. Uśmiechnąłem się do płyty i położyłem ją na łóżku. Sam znalazłem jeszcze jakieś boxerki i moje ulubione szare, bawełniane spodnie z Nike. Miałem jeszcze mokre włosy więc przerzuciłem sobie tęcznik przez szyję i podszedłem do mojego laptopa, włączyłem płytę. Rzuciłem się na łóżko. Dziś się wyśpię, będę je miał tylko dla siebie. Nagle ta myśl równie szybko jak mnie ucieszyła, zmartwiła mnie. Usiadłem na brzegu łóżka. Ehhh okna są odsłonięte. Wstałem i zasłoniłem rolety, i dodatkowo zaciągnąłem zasłony. Ukryłem się w moim prywatnym małym świecie. Zostawiłem tylko jedną mdłą lampkę, głos Justina ciągle śpiewał w laptopie, ale nie miałem ochoty wystawiać mojego serca na dalsze męczarnie. Myśli krążące w mojej głowie były już dość wykańczające i bez tego. W zupełnej ciszy i w niemal zupełnym mroku mogłem się już położyć.
Nie wiem ile tak leżałem. W pewnym momencie usłyszałem krzątanie się Justina w łazience, na początku nawet chciałem do niego iść, ale powstrzymałem się. Po jakimś czasie usłyszałem jak wraca do siebie, zamknąłem oczy.
Zdawało mi się że słyszę kroki, ale kto mógł chodzić po moim pokoju… To na pewno kroki na korytarzu albo ludzi mieszkających wyżej… Poczułem się jak w jakimś tandetnym horrorze, coś powinno mnie zaraz dotknąć.. i… tak się stało. Zanim zacząłem krzyczeć czy robić cokolwiek, ten ktoś zakrył mi usta… swoimi ustami. Nie musiałem otwierać oczu wy wiedzieć kto to.
-Co tu robisz?... I jak weszłaś?....
-Zabrałam klucze… chciałam dziś być z Tobą…. –powiedziała lekko zakłopotana wyznaniem.
-Bello…. Naprawdę chciałbym przemyśleć kilka rzeczy… -musiała się poczuć paskudnie….- Poza tym… Co powiedziałaś Alli?
-Nic, obie z Sel już śpią…
Ucałowałem ją w policzek:
-Nie gniewaj się na mnie, ale wróć do nich… cały czas jestem podminowany i… muszę się wyciszyć, dobrze?
Przytaknęła. Odprowadziłem ją do drzwi.
-I nie zabieraj mi więcej kluczy… napędziłaś mi stracha…
Uśmiechnęła się i posłusznie oddała mi klucze.
Kolejny raz zamknąłem drzwi porządnie i wróciłem do łóżka.
-Jak…?
-Dziwnie…. Jesteś jakiś sfrustrowany…. Chcesz mi coś powiedzieć?….
-Co mam Ci powiedzieć… -zapytałem zamykając drzwi, starając się uspokoić.
-Nie wiem…. Wyjaśnisz mi co Cię denerwuje, to może jakoś temu zaradzimy?... –mówił spokojnie czym niesamowicie mnie zdenerwował.
-Jak bym Ci powiedział że Cię kocham to jakbyś zareagował?...
-Nie wiem.. a mówisz mi to w tej chwili?
Przełknąłem głośno ślinę:
-Tak… Pewnie i tak dobrze o tym wiesz…. –zapadłą cisza, która postanowiłem przerwać… nie chcąc dłużej w niej tkwić- Czas na to żebym sobie poszedł i tego nie przedłużał, skoro i tak nic nie mówisz…. –przecież to ON jest w moim pokoju -.-‘’’
-Cody… przecież jesteś w swoim pokoju… -powiedział starając się nie śmiać.
Miałem ochotę go uderzyć… chyba nie na tyle żeby mu zrobić krzywdę, ale żeby rozładować swój ból, żeby wiedział że to wszystko mnie boli, a on mnie nie rozumie.
Nawet nad sobą nie panowałem, cisnąłem torbą na szafkę przy drzwiach, zwalając z niej wszystkie szklanki, strącając wazon, który zahaczył o wiszący niewiele wyżej obraz miasta nocą. Wszystko lądowało powili w dół w moich oczach. Szkło tłukło się na małe kryształki. Justin znalazł się obok mnie sam nie wiem kiedy i odciągnął mnie od lecącego szkła. To wszystko działo się tak szybko. Spojrzałem w jego zmartwione oczy.
-Mam już wszystkiego dość, tego jak na mnie patrzysz a mnie nie widzisz… To mnie dobija każdego dnia… Spędzasz czas obok mnie nie ze mną…. To wszystko jest bez sensu… -spuściłem głowę, nie chciałem żeby widział moich łez.
Złapał mnie za ramiona i cisnął o ścianę. Nie bardzo mocno, jednak sam fakt już mnie zabolał.
-Otrząśnij się, i zobacz co wyprawiasz do cholery! Zdecyduj się z kim Ty chcesz naprawdę być bo chyba nie ze mną… I wyobraź sobie że nie tylko Ty mogłeś się poczuć źle… Nie wszyscy potrafią rozmawiać o uczuciach… a jasnowidzem nie jestem… Chcesz wiedzieć czy Cię kocham? –zapytał zbliżając swoją twarz do mojej- Tak. Chcesz wiedzieć czy ja chcę z Tobą być? Tak. Tyle, że Ty też możesz mi to powiedzieć. Nie musisz czekać aż inni zrobią to za Ciebie do cholery… Otrząśnij się albo wszystko Ci ucieknie Cody…
Powiedział i wyszedł, w drzwiach kogoś potrącił.
Osunąłem się po ścianie.
Nie rozróżniałem głosów. Justin na kogoś wrzeszczał że chce być sam i żeby dano mu spokój. Do mojego pokoju wpadła któraś z dziewczyn… to była Bella, jej płomienna fryzura kontrastowała teraz z bladą ze strachu twarzą. Zawołała Selenę. Która zaraz po tym jak zobaczyła mnie i pokój znów wybiegła i waliła w drzwi Justina, cały czas coś krzycząc. Potem wbiegły razem z Alli i zasypywały mnie pytaniami co się stało. Chwilę jeszcze tak siedziałem patrząc na nie pustym wzrokiem.
-Nic … wszystko w porządku… to moja wina….
-Nie mów tak… Justin cały dzień był podminowany, i wściekły!
-Selena ma rację –wtrąciła Bella. –Zaraz posprzątamy i…
-Nie –powiedziałem stanowczo, ale najuprzejmiej jak potrafiłem.-Wszystko jest w porządku, ja sobie z tym wszystkim poradzę, posprzątam.... –wstałem na nogi, dziewczyny uczyniły to samo- a was drogie panie proszę o zachowanie tajemnicy, choć w sumie nic takiego się nie stało. Mieliśmy z Justinem małe nieporozumienie do wyjaśnienia.
-Porozmawiam z nim… -zagroziła Selena.
-Sel –ująłem je dłoń –idź do Alli czy do Belli, obejrzyjcie sobie jakiś film, odpocznijcie, zobaczymy się wszyscy rano, dobrze? –choć mówiłem bardzo opanowanym głosem w środku nadal cały drżałem.
Alli mnie ucałowała, Bella zrobiła to samo szepcząc mi na ucho że i tak wszystkie mają teraz jeden pokój. Selena się do mnie przytuliła i podziękowała, choć nie wiem za co, po czym wyszła z moją siostrą, zostawiając mnie sam na sam z moją ‘wybranką’.
-Mogę Ci rozmasować plecy… jesteś jakiś sfrustrowany ostatnio.. i jeszcze to..
-Nie jestem! –podniosłem głos. Wystraszyłem ją, szybko zamknąłem drzwi, żeby nie uciekła chciałem jej wyjaśnić, na tyle, na ile mogłem. Kiedy się znów do niej odwróciłem zobaczyłem że płacze:
-Przestań…. –otuliłem ją ramionami- nie chciałem krzyczeć, posprzeczałem się z Justinem a całą złość przelałem na Ciebie. –kołysałem nas lekko, i głaskałem ją delikatnie po głowie. Kiedy się uspokoiła oplotła mnie ramionami i wtuliła się we mnie. Byłą pierwszą dziewczyną do której poczułem coś na tyle silnego że zastanawiałem się czy nie mógłbym być z nią. Choć to Justin mnie pociągał, ona była bardzo atrakcyjna, i przy niej już sam nie wiedziałem co się ze mną dzieje, czułem się przez to jeszcze bardziej zagubiony. Spojrzała mi w oczy, znałem to spojrzenie, bo właśnie takim pytałem się Justina za każdym razem czy mnie kocha. Zbliżałem swoja twarz do jej bardzo powoli. Coraz bliżej. Sam nie wiedziałem czy chciałem jej, czy odbijałem sobie na niej brak Justina. Zatopiłem się w jej ustach, przycisnąłem ją mocno do siebie, zupełnie jakby ona chciała gdzieś uciec. Ona błądziła gdzieś rękami po moich plecach. Powili zluźniałem uścisk.
-Chyba powinnam już pójść… -powiedziała jakby zawstydzona, ale wyraźnie zadowolona, jakby dostała to czego chciała.
Co też nie poprawiło mi humoru.
Kiedy wyszła zamknąłem drzwi od środka, zgasiłem kilka zbędnych świateł i ruszyłem pod prysznic. Liczyłem na to że zobaczę Justina, nawet stałem pod jego drzwiami i wpatrywałem się w klamkę dobrych kilka minut.
Wróciłem do pokoju w samym ręczniku, podszedłem do torby w poszukiwaniu jakichś ubrań, kiedy ją otworzyłem na samym wierzchy leżało CD z „So Sick” śpiewaną przez Justina. Uśmiechnąłem się do płyty i położyłem ją na łóżku. Sam znalazłem jeszcze jakieś boxerki i moje ulubione szare, bawełniane spodnie z Nike. Miałem jeszcze mokre włosy więc przerzuciłem sobie tęcznik przez szyję i podszedłem do mojego laptopa, włączyłem płytę. Rzuciłem się na łóżko. Dziś się wyśpię, będę je miał tylko dla siebie. Nagle ta myśl równie szybko jak mnie ucieszyła, zmartwiła mnie. Usiadłem na brzegu łóżka. Ehhh okna są odsłonięte. Wstałem i zasłoniłem rolety, i dodatkowo zaciągnąłem zasłony. Ukryłem się w moim prywatnym małym świecie. Zostawiłem tylko jedną mdłą lampkę, głos Justina ciągle śpiewał w laptopie, ale nie miałem ochoty wystawiać mojego serca na dalsze męczarnie. Myśli krążące w mojej głowie były już dość wykańczające i bez tego. W zupełnej ciszy i w niemal zupełnym mroku mogłem się już położyć.
Nie wiem ile tak leżałem. W pewnym momencie usłyszałem krzątanie się Justina w łazience, na początku nawet chciałem do niego iść, ale powstrzymałem się. Po jakimś czasie usłyszałem jak wraca do siebie, zamknąłem oczy.
Zdawało mi się że słyszę kroki, ale kto mógł chodzić po moim pokoju… To na pewno kroki na korytarzu albo ludzi mieszkających wyżej… Poczułem się jak w jakimś tandetnym horrorze, coś powinno mnie zaraz dotknąć.. i… tak się stało. Zanim zacząłem krzyczeć czy robić cokolwiek, ten ktoś zakrył mi usta… swoimi ustami. Nie musiałem otwierać oczu wy wiedzieć kto to.
-Co tu robisz?... I jak weszłaś?....
-Zabrałam klucze… chciałam dziś być z Tobą…. –powiedziała lekko zakłopotana wyznaniem.
-Bello…. Naprawdę chciałbym przemyśleć kilka rzeczy… -musiała się poczuć paskudnie….- Poza tym… Co powiedziałaś Alli?
-Nic, obie z Sel już śpią…
Ucałowałem ją w policzek:
-Nie gniewaj się na mnie, ale wróć do nich… cały czas jestem podminowany i… muszę się wyciszyć, dobrze?
Przytaknęła. Odprowadziłem ją do drzwi.
-I nie zabieraj mi więcej kluczy… napędziłaś mi stracha…
Uśmiechnęła się i posłusznie oddała mi klucze.
Kolejny raz zamknąłem drzwi porządnie i wróciłem do łóżka.
Tagi:
robi się gorąco
Zanim zaczniecie czytać znajdźcie „Never knew I needed” Ne-Yo i „Electric Bass” MaRiny! Są umieszczone w tekście i pisałam Przynach I POLECAM czytanie przy nich… wydaje mi się że poczujecie przy nich to co Cody :33
********************************************
Otworzyłem prysznicowe drzwi:
-Co robisz ?... –zapytał z dozą jakby znudzenia. Wymuszonej arogancji.
-Lubisz się mną bawić?.... Masz moje uczucia za nic?! Niby o mnie dbasz, a lubisz mnie tylko irytować, zabawić się kiedy najdzie Cię ochota……
Uniósł brwi do góry.
-Tak, dokładnie i nie inaczej….
Drań. W tym momencie miałem go za skończonego egoistę i dupka. A może taki właśnie był. Jednak stałem się od niego uzależniony w chwili kiedy go poznałem, a on tego nie widział, albo nie chciał zobaczyć. To tylko kilka dni… a mam wrażenie że minęło kilka dobrych lat z nim.
Teoretycznie sformułowanie ‘kocham Cię’ padło już niejednokrotnie z naszych ust, ale czy miałem wierzyć że w przypadku Justina wraz ze słowami płynie też szczerość, i prawdziwe emocje… Czy może używał tego zwrotu by coś uzyskać.
Cały ten czas patrzyłem mu w oczy. On nie zamierzał pierwszy opuścić wzroku, i tylko się uśmiechnął.
-Jeżeli chcesz, możesz mi potowarzyszyć…. –powiedział beznamiętnie, acz zachęcająco.
Czy z nim jest coś nie tak? Może ma napady amnezji i zapomina że jest okresowym barbarzyńcą rozpruwającym moje serce?
Oczywiście najchętniej bym tam wszedł i zapomniał o tym, jaki Justin potrafi być, ale za bardzo bolało mnie jego postępowanie. Chciałem po prostu wiedzieć co on czuje, nie tylko być przy nim.
Kątem oka spojrzałem na drzwi. Tak to było najlepsze rozwiązanie. Wyszedłem.
Zaraz za drzwiami zderzyłem się z Seleną:
-Przepraszam, nie zauważyłem Cię…
-Nic nie szkodzi.. –uśmiechnęła się. –Szukam Justina… myślałam że jest z Tobą….
-Jest w łazience… Sel…? Nie mogłaś wejść przez jego pokój?
-Przepraszam że weszłam do Ciebie.. pukałam, ale nie odpowiadałeś a drzwi były otwarte… poza tym zostawiłam tu wczoraj… dzisiaj kilka drobiazgów bez których nie możemy nigdzie jechać…
-Nie… nic się nie stało… chciałem wiedzieć czemu nie szukałaś go u niego …?
-Bo zamknął drzwi… Justin nigdy nie daje mi swoich kluczy, więc… -odpowiedziała szukając portfela przy łóżku. Kiedy go znalazła, podeszłą do lustra poprawiła włosy, jeszcze raz się do mnie uśmiechnęła i wyszła, rzucając że będą późnym wieczorem.
W drodze na śniadanie… w porze obiadu spotkałem Blue, który powiedział ze do końca tygodnia mamy wolne, czyli cały weekend złoszczenia się na samego siebie. Chciałem go spędzić z Justinem, ale nie wydaje mi się ze on tego NAPRAWDĘ chciał.
Wróciłem szybko do pokoju, miałem nadzieję że nie spotkam Justina, zabrałem torbę z dokumentami, pieniędzmi, rzeczami na plażę i kluczykami do samochodu… Było w niej więc dosłownie wszystko- i… postanowiłem jechać na plażę.
Kiedy wsiadłem do samochodu w radiu usłyszałem „Never knew I needed” Ne-Yo
Kiedy się skończyła wyłączyłem radio, a jej słowa ciągle krążyły w mojej głowie. Dojechałem na plażę na którą wcześniej zabrał mnie Justin, a słońce przesłoniły chmury. Świat stał się szary, jakby brak Jego to powodował. Położyłem się na pisaku gdzieś pomiędzy moją terenową limuzyną, która wyglądała jakbym wyjechał nią z drugiej części Twilight, a brzegiem morza. Ciągle słyszałem piosenkę, znałem ja bardzo dobrze. Alli słuchała jej na okrągło po zerwaniu z jakimś palantem i płakała godzinami. Nie zauważyłem kiedy sam zacząłem płakać. Zamknąłem oczy, poczułem jak moje rzęsy sklejają się do siebie. W głowie przypominałem sobie śmiech Justina, to jak mnie całował, jak jeszcze niedawno był o mnie słodko zazdrosny, jak przyszedł do mnie do pokoju pierwszej nocy. Usiadłem i spojrzałem na plażę. Objąłem kolana, było mi bardzo źle. Byłem sam. Przez chwilę karmiłem swoje złudzenia, że on chce ze mną być.
Jakie maiłem do niego prawo…. Żadne.
Zacząłem płakać. Taaak, ultra męskie zachowanie… Ale nie miałem już siły na nic…. A wieczorem muszę wrócić do hotelu, uśmiechać się dobrze bawić, od poniedziałku będziemy razem pracowali.
Po raz pierwszy miałem ochotę uciec do domu, jak najdalej od tego wszystkiego, zasnąć i obudzić się jak będzie już po wszystkim. A może tylko tak mówię … może chciałem tu być… JA CHCĘ TU BYĆ.. ale chciałbym mieć kogoś kto mógłby mnie przytulić, kogoś o kim wiedziałbym że zawsze dla mnie będzie, bez względu najlepsze czy gorsze dni, że mnie nie zostawi…. W tedy mógłbym znosić jego nastroje, bo i tak wiedziałbym czego on naprawdę chce… Piosenka w mojej głowie mnie dobijała….
Zrobiło się późno…. Nagle ogarnęła mnie złość…
Wsiadłem do auta i pogrzebałem w płytach [ok. wiem że Cody może nawet nie słyszał o Marinie…. Ale akurat mi wpadła w ucho… nic nie poradzę] i znalazłem najnowszą płytę MaRiny, prezent od Alli. Włączyłem głośno „Electric Bass”. Nie będę się przez niego dołował…. Włączyłem muzykę bardzo głośno. Wyjąłem telefon „Jeżeli chcecie mogę po was przyjechać” –napisałem, i wybrałem numer Belli, choć nawet nie wiedziałem w którym centrum handlowym się rozbijają. Po chwili otrzymałem odpowiedź :”Nie musisz :* Wzięłam swoje auto, ale miło mi że o mnie pomyślałeś, bo-nie mów tego, ale- Justin nie zapytał o to Seleny”. Nie wiem… było to dla mnie takie… płytkie… mało mnie obchodziło o co on kogo prosił, chociaż w środku, gdzieś w głębi mojego żalu uśmiechnąłem się do tej wiadomości.
Wracałem o wiele za szybko do hotelu, tonąłem w mroku nocy, rozproszonej przez tysiące sklepowych świateł, odbijających się od czarnego lakieru na moim aucie. Piosenka leciała na okrągło, kiedy się kończyła, włączała się od nowa.
Otworzyłem drzwi i wszedłem do swojego pokoju. Na fotelu leżał… bo był na nim dziwne rozwalony, Justin.
-Gdzie byłeś… Nawet nie powiedziałeś gdzie idziesz…
Był wściekły… jak żona na starym filmie, która czeka na męża do późnej nocy.
-Kolejny atak amnezji?... –zapytałem, nie do końca chcąc hamować swoje myśli, przed wypowiedzeniem ich na głos.
-Nie rozumiem….
-Ty niczego nie rozumiesz….
********************
I jak wam się podobało ? :3
********************************************
Otworzyłem prysznicowe drzwi:
-Co robisz ?... –zapytał z dozą jakby znudzenia. Wymuszonej arogancji.
-Lubisz się mną bawić?.... Masz moje uczucia za nic?! Niby o mnie dbasz, a lubisz mnie tylko irytować, zabawić się kiedy najdzie Cię ochota……
Uniósł brwi do góry.
-Tak, dokładnie i nie inaczej….
Drań. W tym momencie miałem go za skończonego egoistę i dupka. A może taki właśnie był. Jednak stałem się od niego uzależniony w chwili kiedy go poznałem, a on tego nie widział, albo nie chciał zobaczyć. To tylko kilka dni… a mam wrażenie że minęło kilka dobrych lat z nim.
Teoretycznie sformułowanie ‘kocham Cię’ padło już niejednokrotnie z naszych ust, ale czy miałem wierzyć że w przypadku Justina wraz ze słowami płynie też szczerość, i prawdziwe emocje… Czy może używał tego zwrotu by coś uzyskać.
Cały ten czas patrzyłem mu w oczy. On nie zamierzał pierwszy opuścić wzroku, i tylko się uśmiechnął.
-Jeżeli chcesz, możesz mi potowarzyszyć…. –powiedział beznamiętnie, acz zachęcająco.
Czy z nim jest coś nie tak? Może ma napady amnezji i zapomina że jest okresowym barbarzyńcą rozpruwającym moje serce?
Oczywiście najchętniej bym tam wszedł i zapomniał o tym, jaki Justin potrafi być, ale za bardzo bolało mnie jego postępowanie. Chciałem po prostu wiedzieć co on czuje, nie tylko być przy nim.
Kątem oka spojrzałem na drzwi. Tak to było najlepsze rozwiązanie. Wyszedłem.
Zaraz za drzwiami zderzyłem się z Seleną:
-Przepraszam, nie zauważyłem Cię…
-Nic nie szkodzi.. –uśmiechnęła się. –Szukam Justina… myślałam że jest z Tobą….
-Jest w łazience… Sel…? Nie mogłaś wejść przez jego pokój?
-Przepraszam że weszłam do Ciebie.. pukałam, ale nie odpowiadałeś a drzwi były otwarte… poza tym zostawiłam tu wczoraj… dzisiaj kilka drobiazgów bez których nie możemy nigdzie jechać…
-Nie… nic się nie stało… chciałem wiedzieć czemu nie szukałaś go u niego …?
-Bo zamknął drzwi… Justin nigdy nie daje mi swoich kluczy, więc… -odpowiedziała szukając portfela przy łóżku. Kiedy go znalazła, podeszłą do lustra poprawiła włosy, jeszcze raz się do mnie uśmiechnęła i wyszła, rzucając że będą późnym wieczorem.
W drodze na śniadanie… w porze obiadu spotkałem Blue, który powiedział ze do końca tygodnia mamy wolne, czyli cały weekend złoszczenia się na samego siebie. Chciałem go spędzić z Justinem, ale nie wydaje mi się ze on tego NAPRAWDĘ chciał.
Wróciłem szybko do pokoju, miałem nadzieję że nie spotkam Justina, zabrałem torbę z dokumentami, pieniędzmi, rzeczami na plażę i kluczykami do samochodu… Było w niej więc dosłownie wszystko- i… postanowiłem jechać na plażę.
Kiedy wsiadłem do samochodu w radiu usłyszałem „Never knew I needed” Ne-Yo
Kiedy się skończyła wyłączyłem radio, a jej słowa ciągle krążyły w mojej głowie. Dojechałem na plażę na którą wcześniej zabrał mnie Justin, a słońce przesłoniły chmury. Świat stał się szary, jakby brak Jego to powodował. Położyłem się na pisaku gdzieś pomiędzy moją terenową limuzyną, która wyglądała jakbym wyjechał nią z drugiej części Twilight, a brzegiem morza. Ciągle słyszałem piosenkę, znałem ja bardzo dobrze. Alli słuchała jej na okrągło po zerwaniu z jakimś palantem i płakała godzinami. Nie zauważyłem kiedy sam zacząłem płakać. Zamknąłem oczy, poczułem jak moje rzęsy sklejają się do siebie. W głowie przypominałem sobie śmiech Justina, to jak mnie całował, jak jeszcze niedawno był o mnie słodko zazdrosny, jak przyszedł do mnie do pokoju pierwszej nocy. Usiadłem i spojrzałem na plażę. Objąłem kolana, było mi bardzo źle. Byłem sam. Przez chwilę karmiłem swoje złudzenia, że on chce ze mną być.
Jakie maiłem do niego prawo…. Żadne.
Zacząłem płakać. Taaak, ultra męskie zachowanie… Ale nie miałem już siły na nic…. A wieczorem muszę wrócić do hotelu, uśmiechać się dobrze bawić, od poniedziałku będziemy razem pracowali.
Po raz pierwszy miałem ochotę uciec do domu, jak najdalej od tego wszystkiego, zasnąć i obudzić się jak będzie już po wszystkim. A może tylko tak mówię … może chciałem tu być… JA CHCĘ TU BYĆ.. ale chciałbym mieć kogoś kto mógłby mnie przytulić, kogoś o kim wiedziałbym że zawsze dla mnie będzie, bez względu najlepsze czy gorsze dni, że mnie nie zostawi…. W tedy mógłbym znosić jego nastroje, bo i tak wiedziałbym czego on naprawdę chce… Piosenka w mojej głowie mnie dobijała….
Zrobiło się późno…. Nagle ogarnęła mnie złość…
Wsiadłem do auta i pogrzebałem w płytach [ok. wiem że Cody może nawet nie słyszał o Marinie…. Ale akurat mi wpadła w ucho… nic nie poradzę] i znalazłem najnowszą płytę MaRiny, prezent od Alli. Włączyłem głośno „Electric Bass”. Nie będę się przez niego dołował…. Włączyłem muzykę bardzo głośno. Wyjąłem telefon „Jeżeli chcecie mogę po was przyjechać” –napisałem, i wybrałem numer Belli, choć nawet nie wiedziałem w którym centrum handlowym się rozbijają. Po chwili otrzymałem odpowiedź :”Nie musisz :* Wzięłam swoje auto, ale miło mi że o mnie pomyślałeś, bo-nie mów tego, ale- Justin nie zapytał o to Seleny”. Nie wiem… było to dla mnie takie… płytkie… mało mnie obchodziło o co on kogo prosił, chociaż w środku, gdzieś w głębi mojego żalu uśmiechnąłem się do tej wiadomości.
Wracałem o wiele za szybko do hotelu, tonąłem w mroku nocy, rozproszonej przez tysiące sklepowych świateł, odbijających się od czarnego lakieru na moim aucie. Piosenka leciała na okrągło, kiedy się kończyła, włączała się od nowa.
Otworzyłem drzwi i wszedłem do swojego pokoju. Na fotelu leżał… bo był na nim dziwne rozwalony, Justin.
-Gdzie byłeś… Nawet nie powiedziałeś gdzie idziesz…
Był wściekły… jak żona na starym filmie, która czeka na męża do późnej nocy.
-Kolejny atak amnezji?... –zapytałem, nie do końca chcąc hamować swoje myśli, przed wypowiedzeniem ich na głos.
-Nie rozumiem….
-Ty niczego nie rozumiesz….
********************
I jak wam się podobało ? :3
Tagi:
amnezja
POMOCY
Pomóżcie mi, powiedzcie co wolicie, czy Cody powinien:
A)otworzyć drzwi prysznicowe i wejść do Justina
B)otworzyć drzwi prysznicowe i zacząć rozmowę
C)wyjść z łazienki
bo już sama nie wiem
*********************************************
PS jutro nadrobię zaległości w/na waszych blogach/// miałam zepsuty komputer, jak już pisałam, dlatego długo mnie nie było; + i tak nie miałam wcześniej czasu :<
Pomóżcie mi, powiedzcie co wolicie, czy Cody powinien:
A)otworzyć drzwi prysznicowe i wejść do Justina
B)otworzyć drzwi prysznicowe i zacząć rozmowę
C)wyjść z łazienki
bo już sama nie wiem
*********************************************
PS jutro nadrobię zaległości w/na waszych blogach/// miałam zepsuty komputer, jak już pisałam, dlatego długo mnie nie było; + i tak nie miałam wcześniej czasu :<
Tagi:
HELP
- Robi mi różnicę… Nie wiem, może nie potrafię tego okazać, a może Ty jeszcze nie potrafisz mnie „czytać”…. Ale masz trochę racji mówiąc, że nie panikowałbym, kiedy postanowiłbyś odejść na zawsze, bo wiem, że nawet kiedy się do mnie nie odzywasz to o mnie myślisz, tak intensywnie by widzieć mnie wyraźniej niż w tedy kiedy widzisz mnie oczami, że wspominasz mnie każdym oddechem, że nie mógłbyś beze mnie żyć, tak jak ja nie mogę bez Ciebie. Wiem, że byś wrócił, bo inaczej złamałbyś nie tylko moje ale i swoje serce. A kiedy powiedziałbyś, że chcesz ze mną zostać na zawsze, nie prychnąłbym a zdenerwował się…. Bo uważam, że to leży w mojej kwestii powiedzenie Ci czegoś takiego…
Nie wiem co zrobiłem nie tak, ale Justin wybiegł z auta, tak że nie zdążyłem nawet zareagować. Zbił mnie z tropu. Już nic nie wiedziałem.
Co do …?!
Kiedy przyszedłem do pokoju Justina nie było. Za to moje łóżko okupowały dziewczyny. Wszedłem do łazienki i przez nią starałem się wejść do Biebsa.
-Poszedłem spać, dobranoc Cody…
-Skąd wiesz że to ja?! –byłem na niego zły. –Wpuść mnie…
-Idź spać, i zostaw mnie. Chcę byś sam…
-Co takiego powiedziałem?!
*klap* *klap* *klap*
-Cody przestań tak krzyczeć… -Bella stała za mną oparta o mnie czołem.
-Chodź.. –powiedziałem, i razem z nią wróciłem do reszty.
Tak właśnie skończył się ten piękny dzień z Justinem. On spał u siebie, a ja spałem z trójką dziewczyn.
Następnego dnia zgodnie z zapowiedzią dziewczyny z samego rana, zaraz po wstaniu, czyli w okolicach czternastej poszły na zakupy, mówiąc ze zjedzą na mieście.
Justin jeszcze spał.
Poszedłem pod prysznic. Usłyszałem szczęk zamka, ale zanim zdążyłem zrobić cokolwiek zamek szczęknął ponownie.
Musiał mnie usłyszeć i pewnie postanowił nie wchodzić póki nie wyjdę.
Ehh… Powoli się namydlałem, myłem włosy…. Po głowie wciąż chodził mi Justin.
Po jakimś czasie zakręciłem wodę i kłębach pary wyszedłem spod prysznica.
Justin stał naprzeciwko mnie i sączył colę ze szklanki.
Jak głupi szukałem ręcznika wzrokiem.
Spojrzałem się na niego.
Powoli zaczął rozpinać spodnie, zepchnął je w dół, ściągnął koszulkę, obie rzeczy wrzucił do kosza na brudy. Ściągnął bluzkę i ustał przede mną.
-Szkoda że już wyszedłeś.. mogliśmy się kąpać razem…
Poczym zniknął pod prysznicem.
Był zły… robił mi na złość i mścił się nie wiem za co…..
Nie wiem co zrobiłem nie tak, ale Justin wybiegł z auta, tak że nie zdążyłem nawet zareagować. Zbił mnie z tropu. Już nic nie wiedziałem.
Co do …?!
Kiedy przyszedłem do pokoju Justina nie było. Za to moje łóżko okupowały dziewczyny. Wszedłem do łazienki i przez nią starałem się wejść do Biebsa.
-Poszedłem spać, dobranoc Cody…
-Skąd wiesz że to ja?! –byłem na niego zły. –Wpuść mnie…
-Idź spać, i zostaw mnie. Chcę byś sam…
-Co takiego powiedziałem?!
*klap* *klap* *klap*
-Cody przestań tak krzyczeć… -Bella stała za mną oparta o mnie czołem.
-Chodź.. –powiedziałem, i razem z nią wróciłem do reszty.
Tak właśnie skończył się ten piękny dzień z Justinem. On spał u siebie, a ja spałem z trójką dziewczyn.
Następnego dnia zgodnie z zapowiedzią dziewczyny z samego rana, zaraz po wstaniu, czyli w okolicach czternastej poszły na zakupy, mówiąc ze zjedzą na mieście.
Justin jeszcze spał.
Poszedłem pod prysznic. Usłyszałem szczęk zamka, ale zanim zdążyłem zrobić cokolwiek zamek szczęknął ponownie.
Musiał mnie usłyszeć i pewnie postanowił nie wchodzić póki nie wyjdę.
Ehh… Powoli się namydlałem, myłem włosy…. Po głowie wciąż chodził mi Justin.
Po jakimś czasie zakręciłem wodę i kłębach pary wyszedłem spod prysznica.
Justin stał naprzeciwko mnie i sączył colę ze szklanki.
Jak głupi szukałem ręcznika wzrokiem.
Spojrzałem się na niego.
Powoli zaczął rozpinać spodnie, zepchnął je w dół, ściągnął koszulkę, obie rzeczy wrzucił do kosza na brudy. Ściągnął bluzkę i ustał przede mną.
-Szkoda że już wyszedłeś.. mogliśmy się kąpać razem…
Poczym zniknął pod prysznicem.
Był zły… robił mi na złość i mścił się nie wiem za co…..
Tagi:
JxC
Wsiedliśmy do parkingowej windy.
Justina nagle wręczył mi torbę z zakupami, a sam bez słowa zaczął się rozbierać. Trochę nie wiedziałem co jest grane. Uspokoiłem się kiedy byłem pewny że zaczął i skończył na swojej bluzie. Ufff… czuli jest Ci gorąco…
I w tedy znalazłem się z nim pod bluzą.
Już nie wiedziałem co jest grane.
-Justin?... eee.. co Ty robisz?.. ?!
-Ukrywam się przed światem… -zaśmiał się.
-Zakładając nam na głowy Twoją bluzę?!
-Tak.. Nie ruszaj rękami…
-Co..-chciałem się dowiedzieć o co mu chodzi, jednak nie zdążyłem bo Justin zaczął mnie całować. Wariat. No tak. Jest tu kamera. XD Całym sobą miałem ochotę zacząć się śmiać ale zdecydowanie bardziej wolałem całować się z nim. Nawet pod bluzą.
-Nie zachowujemy się jak małolaty?...
-A co? Już się zestarzałeś mentalnie… Cody masz dopiero 14 lat…
No tak… byłem o wiele młodszy od Justina.
*Piiiiiiiink* nasza winda zatrzymała się.
Czy dla niego to był kłopot.. to że byłem młodszy?.. Czy to źle?
Szliśmy tak dalej obok siebie z bluzą na głowach. Musieliśmy wyglądać jak idioci:
-Justin….
-Yhym…
-Dalej mamy bluzy na głowach… -powiedziałem szeptem.
-Chcesz to wykorzystać? … -nie czekał na odpowiedz i zbliżył się do mnie, ale zaraz odskoczył. Ja zresztą uczyniłem to samo. Powód był prosty.
Śmiech… Blue stał za nami. Mam nadzieję że nie załapał co chcieliśmy zrobić.
-Jesteście już tak popularni, że czarne okulary wam nie wystarczają? Czy może lansujecie nowe trendy? … -zanosił się śmiechem.
Ściągnęliśmy bluzę, i też zaczęliśmy się śmiać, tyle że bardziej z jego nietrafienia. No i świetny pomysł z tym lansowaniem.
-Dostałem telefon z ochrony, że dwóch chłopców po wejściu do windy założyło bluzy na głowy. Kazali mi sprawdzić czy to wy…. Myślałem że to jakiś hory żart…. Jesteście nienormalni… Fanki to kochają prawda?...
-My też! –dodały dwa słodkie głosiki, z kierunku w którym zmierzaliśmy.
-Lećcie… I nie paradujcie już w bluzie …
-Jak to w bluzie?... Co w niej jest złego?... –zapytała Selena.
-Nic…. –uśmiechnąłem się.
*************
Wieczór mijał bardzo przyjemnie. Gdzieś w połowie drugiego filmu Belli przypomniało się że Justin wbił mi paznokcie, tj. ona pamiętała to nieco inaczej.
-Nadal Cię boli? –zapytała łapiąc mnie za rękę i uśmiechając się.
-Y…? A TAK! Nie chciałem Cie martwić.. –ucałowałem ją w policzek.
Bella usiadła za mną i zaczęła masować mi plecy.
-Wszystko w porządku? –zwróciłem się do Alli. Wydawała się być zmartwiona, jakaś smutna.
-Wszystko dobrze… po prostu. Ty i Justin… -przełknąłem ślinę –macie kogoś.. a ja siedzę sama jak palec… Głupio się czuję…
-Ooooch!... Jutro w takim razie pójdziemy na zakupy! Co ty na to?
-Tak! Selena ma racje! –krzyknęła moja dziewczyna- że też wcześniej nie pomyślałyśmy….
Alli tylko się uśmiechnęła.
W połowie czwartego filmu wszystkie dziewczyny już spały.
-Zostawiliśmy telefony…. –wyszeptał Justin.
-Co?! Aaaa jasne…
-Coś się stało?... –przebudziła się Bel, z której objęć musiałem się wyplątać, żeby wyjść z Justinem.
-Wszystko w porządku, musimy się cofnąć po telefony… zapomnieliśmy ich… zaraz będziemy, dobrze?
-Yhym… -i już spała.
Weszliśmy do auta.
-Tu nikt nas nie usłyszy… Powiedz Cody….. Nie robi ci różnicy czy jestem obok czy nie…. Jak nie ja to ktoś inny?... Ze mną jest fajnie, ale jak mnie nie ma to nic się nie dzieje?... Jakbym powiedział, ze zostawiam Cię na zawsze, nawet byś nie drgnął? A gdybym powiedział, że chcę z Toba być na zawsze to… prychnąłbyś, czy powiedział, że by Ci to nie przeszkadzało?....
Nie wiedziałem o co mu chodzi… Chodziło mu o mój wiek….? Czy… nie wiem… Zawsze wydawał mi się mądrzejszy… może czegoś nie wyłapałem… a może źle odebrał moje zachowanie…. Wziąłem głęboki oddech.
Justina nagle wręczył mi torbę z zakupami, a sam bez słowa zaczął się rozbierać. Trochę nie wiedziałem co jest grane. Uspokoiłem się kiedy byłem pewny że zaczął i skończył na swojej bluzie. Ufff… czuli jest Ci gorąco…
I w tedy znalazłem się z nim pod bluzą.
Już nie wiedziałem co jest grane.
-Justin?... eee.. co Ty robisz?.. ?!
-Ukrywam się przed światem… -zaśmiał się.
-Zakładając nam na głowy Twoją bluzę?!
-Tak.. Nie ruszaj rękami…
-Co..-chciałem się dowiedzieć o co mu chodzi, jednak nie zdążyłem bo Justin zaczął mnie całować. Wariat. No tak. Jest tu kamera. XD Całym sobą miałem ochotę zacząć się śmiać ale zdecydowanie bardziej wolałem całować się z nim. Nawet pod bluzą.
-Nie zachowujemy się jak małolaty?...
-A co? Już się zestarzałeś mentalnie… Cody masz dopiero 14 lat…
No tak… byłem o wiele młodszy od Justina.
*Piiiiiiiink* nasza winda zatrzymała się.
Czy dla niego to był kłopot.. to że byłem młodszy?.. Czy to źle?
Szliśmy tak dalej obok siebie z bluzą na głowach. Musieliśmy wyglądać jak idioci:
-Justin….
-Yhym…
-Dalej mamy bluzy na głowach… -powiedziałem szeptem.
-Chcesz to wykorzystać? … -nie czekał na odpowiedz i zbliżył się do mnie, ale zaraz odskoczył. Ja zresztą uczyniłem to samo. Powód był prosty.
Śmiech… Blue stał za nami. Mam nadzieję że nie załapał co chcieliśmy zrobić.
-Jesteście już tak popularni, że czarne okulary wam nie wystarczają? Czy może lansujecie nowe trendy? … -zanosił się śmiechem.
Ściągnęliśmy bluzę, i też zaczęliśmy się śmiać, tyle że bardziej z jego nietrafienia. No i świetny pomysł z tym lansowaniem.
-Dostałem telefon z ochrony, że dwóch chłopców po wejściu do windy założyło bluzy na głowy. Kazali mi sprawdzić czy to wy…. Myślałem że to jakiś hory żart…. Jesteście nienormalni… Fanki to kochają prawda?...
-My też! –dodały dwa słodkie głosiki, z kierunku w którym zmierzaliśmy.
-Lećcie… I nie paradujcie już w bluzie …
-Jak to w bluzie?... Co w niej jest złego?... –zapytała Selena.
-Nic…. –uśmiechnąłem się.
*************
Wieczór mijał bardzo przyjemnie. Gdzieś w połowie drugiego filmu Belli przypomniało się że Justin wbił mi paznokcie, tj. ona pamiętała to nieco inaczej.
-Nadal Cię boli? –zapytała łapiąc mnie za rękę i uśmiechając się.
-Y…? A TAK! Nie chciałem Cie martwić.. –ucałowałem ją w policzek.
Bella usiadła za mną i zaczęła masować mi plecy.
-Wszystko w porządku? –zwróciłem się do Alli. Wydawała się być zmartwiona, jakaś smutna.
-Wszystko dobrze… po prostu. Ty i Justin… -przełknąłem ślinę –macie kogoś.. a ja siedzę sama jak palec… Głupio się czuję…
-Ooooch!... Jutro w takim razie pójdziemy na zakupy! Co ty na to?
-Tak! Selena ma racje! –krzyknęła moja dziewczyna- że też wcześniej nie pomyślałyśmy….
Alli tylko się uśmiechnęła.
W połowie czwartego filmu wszystkie dziewczyny już spały.
-Zostawiliśmy telefony…. –wyszeptał Justin.
-Co?! Aaaa jasne…
-Coś się stało?... –przebudziła się Bel, z której objęć musiałem się wyplątać, żeby wyjść z Justinem.
-Wszystko w porządku, musimy się cofnąć po telefony… zapomnieliśmy ich… zaraz będziemy, dobrze?
-Yhym… -i już spała.
Weszliśmy do auta.
-Tu nikt nas nie usłyszy… Powiedz Cody….. Nie robi ci różnicy czy jestem obok czy nie…. Jak nie ja to ktoś inny?... Ze mną jest fajnie, ale jak mnie nie ma to nic się nie dzieje?... Jakbym powiedział, ze zostawiam Cię na zawsze, nawet byś nie drgnął? A gdybym powiedział, że chcę z Toba być na zawsze to… prychnąłbyś, czy powiedział, że by Ci to nie przeszkadzało?....
Nie wiedziałem o co mu chodzi… Chodziło mu o mój wiek….? Czy… nie wiem… Zawsze wydawał mi się mądrzejszy… może czegoś nie wyłapałem… a może źle odebrał moje zachowanie…. Wziąłem głęboki oddech.
Tagi:
JustinxCody
Posłuchał się.
Wyjechałem szybko, i równie szybko dotarłem do miejsca w które Justin zabrał mnie rano.
Dopiero kiedy zatrzymałem auto Justin wybuchł:
-Co Ty wyprawiasz… „Słodki jest mój Cody, prawda?” Mój?! Cholera Cody! Poznałeś ją dzisiaj!...
*Pyk* -opuściłem dźwignię w fotelu Justina, tak że się rozłożył.
*Pyk* -i nasze pasy były już odpięte.
Opuściłem miejsce kierowcy i usiadłem mu na kolanach.
-Wiem, że znamy się tak naprawdę od … wczoraj, ale jeżeli chcesz ze mną być to mi zaufaj… Jeszcze się jej nie oświadczyłem… wiesz? –zacząłem się śmiać.
-To nie jest śmieszne… Kretyn… -zakrył twarz dłońmi.
-Justin….
-Co?!...
-Spójrz na mnie…. –złapałem go za nadgarstki, i siłą odsłoniłem te piękne brązowe oczy, po czym maksymalnie zbliżyłem się do jego twarzy. –Schlebia mi że jesteś zazdrosny…. – [-Wcale nie jestem zazdrosny…- rzucił cicho, więc postanowiłem to bagatelizować] i kiedy już miałem go pocałować, poczułem wibracje w mojej kieszeni, bynajmniej z podniecenia.
–Tak? –odebrałem telefon. Justin paskudnie się uśmiechnął, jakby coś kombinował. –Słucham Bello? … yhym… utknęliśmy w korku… auć! –Justin wbił mi paznokcie w pośladki, miałem ochotę zabić go wzrokiem –nie nic… złapał mnie skurcz… yyy, w karku… -patrzyłem mu prosto w oczy. Po chwili jednak promiennie się uśmiechnąłem, zrobiłeś sobie na złość chłopcze… hahahah…- naprawdę?... Rozmasujesz mi plecy?... Jesteś kochana…. Ja też już tęsknię… to pa… Ahh! I Justin przesyła całusy… Nie, Selenie… Tak… to pa
Złapałem zębami jego dolną wargę, i przejechałem po niej językiem.
-Byłeś niegrzeczny…
-I kto to mówi… „jesteś kochana… też już tęsknię….” –przedrzeźniał mnie.
-Może tęsknię?.... –zapytałem wyzywająco unosząc brwi.
-Tęsknisz za mną…. –odpowiedział i pocałował mnie tak namiętnie, jak tylko mógłbym to sobie wymarzyć. Coś niepokojącego zaczęło się dziać z moim ciałem. Oderwałem się od Justina. Poczęstował mnie dość perwersyjnym spojrzeniem. Uniósł moją koszulkę i zaczął scałowywać cały mój tors.
-Mu.. simy.. wra.. cać… -starałem się mu oprzeć.
Jednak on nic sobie nie robił z moich słów. Czułem się dziwne, bardzo podobało mi się to co robił, i jak się czułem. Za bardzo. Mój penis zaczął napierać na sztywny jeans z którego były moje spodnie.
Wbrew sobie, oderwałem się i przeskoczyłem na swoje siedzenie.
-Mi też się podobało… -powiedział patrząc na moje krocze, a ja poczułem się dziwnie.
-Przestań…. Podnieś fotel –dodałem i zapiąłem swoje pasy.
Nie patrzyłem na niego przez całą drogę do sklepu. Starałem się ochłonąć. Justin wybiegł i wrócił z dużym zapasem Walkersów i CocaColi.
-Tęskniłeś?… -zapytał, śmiejąc się kiedy wrzucał chipsy na tylnie siedzenie. –Dobrze że nikt mnie nie rozpoznał…. Cody?... –milczałem. –Cody…. Przepraszam. Nie miałem pojęcia, jak się czułeś kiedy widziałeś mnie z Selena, dopóki nie zobaczyłem Cię z Bellą…. Ale nie przepraszam, za to co zrobiłem po jej telefonie.. nie mogę…bo mi też się podobało…
Spojrzałem na niego, miał utkwiony wzrok w jakimś niewidzialnym punkcie, myślami był gdzie indziej. Złapałem jego rękę i delikatnie ją ścisnąłem. Popatrzył na mnie i się uśmiechnął. Odpowiedziałem tym samym.
Mogliśmy wracać.
********************
nie wiem czy wam się spodoba… sama jeszcze nie wiem czy mi się podoba –mam obawy, ale jakoś nie miałam weny ;<<
Wyjechałem szybko, i równie szybko dotarłem do miejsca w które Justin zabrał mnie rano.
Dopiero kiedy zatrzymałem auto Justin wybuchł:
-Co Ty wyprawiasz… „Słodki jest mój Cody, prawda?” Mój?! Cholera Cody! Poznałeś ją dzisiaj!...
*Pyk* -opuściłem dźwignię w fotelu Justina, tak że się rozłożył.
*Pyk* -i nasze pasy były już odpięte.
Opuściłem miejsce kierowcy i usiadłem mu na kolanach.
-Wiem, że znamy się tak naprawdę od … wczoraj, ale jeżeli chcesz ze mną być to mi zaufaj… Jeszcze się jej nie oświadczyłem… wiesz? –zacząłem się śmiać.
-To nie jest śmieszne… Kretyn… -zakrył twarz dłońmi.
-Justin….
-Co?!...
-Spójrz na mnie…. –złapałem go za nadgarstki, i siłą odsłoniłem te piękne brązowe oczy, po czym maksymalnie zbliżyłem się do jego twarzy. –Schlebia mi że jesteś zazdrosny…. – [-Wcale nie jestem zazdrosny…- rzucił cicho, więc postanowiłem to bagatelizować] i kiedy już miałem go pocałować, poczułem wibracje w mojej kieszeni, bynajmniej z podniecenia.
–Tak? –odebrałem telefon. Justin paskudnie się uśmiechnął, jakby coś kombinował. –Słucham Bello? … yhym… utknęliśmy w korku… auć! –Justin wbił mi paznokcie w pośladki, miałem ochotę zabić go wzrokiem –nie nic… złapał mnie skurcz… yyy, w karku… -patrzyłem mu prosto w oczy. Po chwili jednak promiennie się uśmiechnąłem, zrobiłeś sobie na złość chłopcze… hahahah…- naprawdę?... Rozmasujesz mi plecy?... Jesteś kochana…. Ja też już tęsknię… to pa… Ahh! I Justin przesyła całusy… Nie, Selenie… Tak… to pa
Złapałem zębami jego dolną wargę, i przejechałem po niej językiem.
-Byłeś niegrzeczny…
-I kto to mówi… „jesteś kochana… też już tęsknię….” –przedrzeźniał mnie.
-Może tęsknię?.... –zapytałem wyzywająco unosząc brwi.
-Tęsknisz za mną…. –odpowiedział i pocałował mnie tak namiętnie, jak tylko mógłbym to sobie wymarzyć. Coś niepokojącego zaczęło się dziać z moim ciałem. Oderwałem się od Justina. Poczęstował mnie dość perwersyjnym spojrzeniem. Uniósł moją koszulkę i zaczął scałowywać cały mój tors.
-Mu.. simy.. wra.. cać… -starałem się mu oprzeć.
Jednak on nic sobie nie robił z moich słów. Czułem się dziwne, bardzo podobało mi się to co robił, i jak się czułem. Za bardzo. Mój penis zaczął napierać na sztywny jeans z którego były moje spodnie.
Wbrew sobie, oderwałem się i przeskoczyłem na swoje siedzenie.
-Mi też się podobało… -powiedział patrząc na moje krocze, a ja poczułem się dziwnie.
-Przestań…. Podnieś fotel –dodałem i zapiąłem swoje pasy.
Nie patrzyłem na niego przez całą drogę do sklepu. Starałem się ochłonąć. Justin wybiegł i wrócił z dużym zapasem Walkersów i CocaColi.
-Tęskniłeś?… -zapytał, śmiejąc się kiedy wrzucał chipsy na tylnie siedzenie. –Dobrze że nikt mnie nie rozpoznał…. Cody?... –milczałem. –Cody…. Przepraszam. Nie miałem pojęcia, jak się czułeś kiedy widziałeś mnie z Selena, dopóki nie zobaczyłem Cię z Bellą…. Ale nie przepraszam, za to co zrobiłem po jej telefonie.. nie mogę…bo mi też się podobało…
Spojrzałem na niego, miał utkwiony wzrok w jakimś niewidzialnym punkcie, myślami był gdzie indziej. Złapałem jego rękę i delikatnie ją ścisnąłem. Popatrzył na mnie i się uśmiechnął. Odpowiedziałem tym samym.
Mogliśmy wracać.
********************
nie wiem czy wam się spodoba… sama jeszcze nie wiem czy mi się podoba –mam obawy, ale jakoś nie miałam weny ;<<
Tagi:
JxC
Dziewczyny zdawały bawić się w najlepsze.
Kiedy weszliśmy Selena powolnym krokiem, kołysząc biodrami ruszyła w kierunku Justina. Wymieniliśmy z Justinem uśmiechy.
-Postanowiłam zostać jeszcze dzień może dwa… Poznam Cię lepiej –tu zwróciła się do mnie.
Podeszliśmy do reszty.
Zająłem miejsce przy naprawdę ślicznej, filigranowej dziewczynie. Nie byłą nią blond włosa Alli, a ruda, roześmiana Bella.
-Cody.. –powiedziałem unosząc brwi. Alli zawsze mi powtarzała, że to robi wrażenie. I chyba zrobiło.
-Bella…-odpowiedziała a jej policzki przybrały barwę jej włosów.
Ostatni raz spojrzałem na Justina, który zajęty już był Seleną. Całą uwagę skupiłem na Belli, no i Alli. W sumie rozmawialiśmy wspólnie, ale wraz z mijającym czasem siedziałem coraz bliżej Belli. Jej włosy stały się moją idealną zabawką, każdy jej żart był śmieszny, każdy jej uśmiech był odwzajemniony przeze mnie. Jednak nie starałem się jej przytulic, chciałem być naturalnie nieśmiały. Kiedy wychodziliśmy puściłem ją w drzwiach. Podczas kolacji siedziałem między nią a Alli. Późnym wieczorem ruszyliśmy na plażę, całe szczęście nie tam gdzie byliśmy wcześniej, co oznaczało, że Justin naprawdę chciał dzielić tamto miejsce tylko ze mną.
Byliśmy w części klubowej plaży. Wszystkie nasze dziewczyny wyglądały przepięknie, chociaż mi wystarczyłby tylko Justin. Ehh…
Słuchałem Belli cały wieczór, a nawet jako pierwszy, [ wcześniej niż Justin pomyślał o Selenie] poprosiłem ją do tańca.
-Ślicznie wyglądasz…. Brąz uwydatnia głębię twoich oczu… ale skoro właśnie tę sukienkę dziś założyłaś, to pewnie to wiesz… Wybacz… gadam głupoty kiedy się denerwuję…
Znowu się zarumieniła. Jakie to proste kiedy tak naprawdę nam nie zależy i tylko udajemy… Przy Justinie nie chcę, więc wychodzę na idiotę. Przy Belli wyszedłem na genialnego, zauroczonego chłopaka. Mam nadzieję. Nie chcę jej zranić… Ale bardziej pragnę być z Justinem.
Bella była błyskotliwą, wschodzącą gwiazdką, ale świeciła bardzo mocno. Była bardzo ładna, może nie najpiękniejsza, ale bardzo interesująca…. Rozkochiwała swoim spojrzeniem. Pachniała słodko ale ciężko. No i miała naturalny uśmiech, do którego daleko było nawet najszczerszym uśmiechom Seleny, w których zawsze… nie wiedzieć czemu, widziałem sztuczność. Może dlatego, że ona mogła mieć Biebera tylko dla siebie, kiedy chciała.
Nic jednak nie jest tak proste jakbyśmy tego sobie życzyli.
-Przejdziemy się?.. –zapytała niepewnie.
Co miałem jej odpowiedzieć? „Nie? Przejdź się z Seleną, a ja pójdę z Justinem..”
Hahaha Chciałbym.
Uśmiechnąłem się do moich myśli, co mogła odebrać tylko jako moją zachętę do jej działań. Dobrze.
-Oczywiście…. –odparłem. I odeszliśmy od blasku lokalu, w stronę cienia, szumu fal i prywatności.
Jakiś czas szliśmy w milczeniu. Poczułem jej nieśmiałe palce, które co jakiś czas delikatnie dotykały moich. Spojrzałem na nią, Bella też na mnie patrzyła. Uśmiechnąłem się patrząc w jej oczy i złapałem ją za rękę.
-Cody masz kogoś?... –zapytała kiedy to zrobiłem. Bezbronna, pełna nadziei i strachu.
-Mam nadzieję że teraz już tak…. –nie skłamałem. Wiem jak to odebrała, chciałem, żeby tak było. Miałem Justina. No i Bellę.
Nie była dziewczyną która od razu by się na mnie rzuciła, a ja byłem jej za to wdzięczny.
-Strasznie daleko zaszliśmy… -powiedziała jakiś czas później. I miała rację. Światła lokali migały gdzieś w oddali.
-Przepraszam… przy Tobie łatwo stracić poczucie czasu…. Zimno Ci? –zapytałem, ale nie czekając na odpowiedź zdjąłem bluzę, w tej sukience musiała zmarzną na kość, zwłaszcza ze wieczór® był wietrzny.
-Czy… mogę myśleć że… Ty.. ja.. że.. bo przecież poznaliśmy się dziś i..
-I mamy dużo czasu żeby się poznać… Z niczym nie musimy się śpieszyć, o ile Ty nie uciekniesz…… -co mam jej powiedzieć… Jesteś piękna Bello… mam nadzieję, że jesteś mądra i uciekniesz…
-Nie zamierzam… -powiedziała i obdarzyła mnie spojrzeniem pełnym uczucia, spojrzeniem którego się bałem….
Przytuliła się do mnie. Objąłem ją. Zaczęliśmy tańczyć w rytmie wiatru.
Nagle mnie zostawiła i zaczęła biec. Pokręciłem głową. Była zaskakująco intrygującą osobowością.
-Złap mnie… jeśli potrafisz…
Ganialiśmy się po plaży jak dzieci, jak zakochana para… Sam nie wiem, ale kiedy ją złapałem byłem szczęśliwy że byłą znów blisko. Sam zaczynałem się bać tego co się ze mną dzieje, ale że cały dzień był emocjonujący, postanowiłem to bagatelizować.
Mój telefon zaczął wibrować w mojej kieszeni, co wywołało nasz kolejny atak śmiechu.
-Gdzie jesteście? –Justin był wyraźnie w złym nastroju, czyżby był o mnie zazdrosny?...
-Już wracamy… -odpowiedziałem, opanowując śmiech. Po czym odłożyłem słuchawkę.
-Wszystko w porządku?... –zapytała zmartwiona.
Ja wręcz przeciwne byłem w świetnym humorze. Zazdrosny. O mnie. A to ciekawe.
-Tak, o nic się nie martw… -powiedziałem całując ją w czubek głowy.
Do reszty dołączyliśmy dość szybko. Nie wypuszczałem mojej towarzyszki z rąk.
-Jutro mamy z Justinem wolne, więc możemy zrobić sobie wieczór filmowy… np. w moim pokoju? Co wy na to? –zapytałem kiedy już wracaliśmy do hotelu.
-Świetny pomysł… -Selena zdawała się w końcu być sobą. Może ona też czułą się nieswojo.
Poczułem wibracje. Wyjąłem telefon, nadawcą smsa był Justin:
„Mogliśmy spędzić całe przedpołudnie sami… Ale ty oczywiście wolisz dzielić czas z wszystkimi.”
Chciałem szeroko się uśmiechnąć. Więc BYŁ zazdrosny. Przygryzłem wargę, spojrzałem na Justina, na mój telefon, znów na niego i uśmiechnąłem się.
Wysiedliśmy z auta, Blue, który po nas przyjechał, i był kierowcą oddał mi kluczyki:
-Widzimy się jutro na… ee obiedzie, pewnie nie będziecie w stanie przyjść na śniadanie…. Trzymajcie się! –i zniknął w parkingowej windzie. Selena chciała wejść za nim ale złapałem ją za rękę.
-Poczekaj… -uśmiechnąłem się do niej. –Tu macie kluczyki do mojego pokoju.. –podałem je Belli –a my z Justinem skoczymy po colę o jakieś chipsy… Te hotelowe…. Nie wydają się być świeże…
-Będziemy czekały –powiedziała moja, zdaje się, dziewczyna i puściła mi zalotne spojrzenie.
-Żartujesz?... –zapytał Justin kiedy odeszły kawałek –mają tu świetne żarcie…
-Słodki prawda? –usłyszałem głos Seleny z daleka. –To jesteście ze sobą? –Bella jej przytaknęła.
-Niesamowite… -powiedziała moja siostra i podejrzliwie zerknęła na mnie, zanim zniknęła w windzie. Pomachałem jej i puściłem oczko. –Jest czarujący, prawda?… -dodała z uśmiechem, i były to ostatnie słowa, zanim zamknęła się winda.
-Nie gniewaj się.. Tylko wsiadaj do auta… -rzuciłem w stronę Justina nawet na niego nie patrząc.
**********************
Mam nadzieję że sie wam spodoba :****
Kiedy weszliśmy Selena powolnym krokiem, kołysząc biodrami ruszyła w kierunku Justina. Wymieniliśmy z Justinem uśmiechy.
-Postanowiłam zostać jeszcze dzień może dwa… Poznam Cię lepiej –tu zwróciła się do mnie.
Podeszliśmy do reszty.
Zająłem miejsce przy naprawdę ślicznej, filigranowej dziewczynie. Nie byłą nią blond włosa Alli, a ruda, roześmiana Bella.
-Cody.. –powiedziałem unosząc brwi. Alli zawsze mi powtarzała, że to robi wrażenie. I chyba zrobiło.
-Bella…-odpowiedziała a jej policzki przybrały barwę jej włosów.
Ostatni raz spojrzałem na Justina, który zajęty już był Seleną. Całą uwagę skupiłem na Belli, no i Alli. W sumie rozmawialiśmy wspólnie, ale wraz z mijającym czasem siedziałem coraz bliżej Belli. Jej włosy stały się moją idealną zabawką, każdy jej żart był śmieszny, każdy jej uśmiech był odwzajemniony przeze mnie. Jednak nie starałem się jej przytulic, chciałem być naturalnie nieśmiały. Kiedy wychodziliśmy puściłem ją w drzwiach. Podczas kolacji siedziałem między nią a Alli. Późnym wieczorem ruszyliśmy na plażę, całe szczęście nie tam gdzie byliśmy wcześniej, co oznaczało, że Justin naprawdę chciał dzielić tamto miejsce tylko ze mną.
Byliśmy w części klubowej plaży. Wszystkie nasze dziewczyny wyglądały przepięknie, chociaż mi wystarczyłby tylko Justin. Ehh…
Słuchałem Belli cały wieczór, a nawet jako pierwszy, [ wcześniej niż Justin pomyślał o Selenie] poprosiłem ją do tańca.
-Ślicznie wyglądasz…. Brąz uwydatnia głębię twoich oczu… ale skoro właśnie tę sukienkę dziś założyłaś, to pewnie to wiesz… Wybacz… gadam głupoty kiedy się denerwuję…
Znowu się zarumieniła. Jakie to proste kiedy tak naprawdę nam nie zależy i tylko udajemy… Przy Justinie nie chcę, więc wychodzę na idiotę. Przy Belli wyszedłem na genialnego, zauroczonego chłopaka. Mam nadzieję. Nie chcę jej zranić… Ale bardziej pragnę być z Justinem.
Bella była błyskotliwą, wschodzącą gwiazdką, ale świeciła bardzo mocno. Była bardzo ładna, może nie najpiękniejsza, ale bardzo interesująca…. Rozkochiwała swoim spojrzeniem. Pachniała słodko ale ciężko. No i miała naturalny uśmiech, do którego daleko było nawet najszczerszym uśmiechom Seleny, w których zawsze… nie wiedzieć czemu, widziałem sztuczność. Może dlatego, że ona mogła mieć Biebera tylko dla siebie, kiedy chciała.
Nic jednak nie jest tak proste jakbyśmy tego sobie życzyli.
-Przejdziemy się?.. –zapytała niepewnie.
Co miałem jej odpowiedzieć? „Nie? Przejdź się z Seleną, a ja pójdę z Justinem..”
Hahaha Chciałbym.
Uśmiechnąłem się do moich myśli, co mogła odebrać tylko jako moją zachętę do jej działań. Dobrze.
-Oczywiście…. –odparłem. I odeszliśmy od blasku lokalu, w stronę cienia, szumu fal i prywatności.
Jakiś czas szliśmy w milczeniu. Poczułem jej nieśmiałe palce, które co jakiś czas delikatnie dotykały moich. Spojrzałem na nią, Bella też na mnie patrzyła. Uśmiechnąłem się patrząc w jej oczy i złapałem ją za rękę.
-Cody masz kogoś?... –zapytała kiedy to zrobiłem. Bezbronna, pełna nadziei i strachu.
-Mam nadzieję że teraz już tak…. –nie skłamałem. Wiem jak to odebrała, chciałem, żeby tak było. Miałem Justina. No i Bellę.
Nie była dziewczyną która od razu by się na mnie rzuciła, a ja byłem jej za to wdzięczny.
-Strasznie daleko zaszliśmy… -powiedziała jakiś czas później. I miała rację. Światła lokali migały gdzieś w oddali.
-Przepraszam… przy Tobie łatwo stracić poczucie czasu…. Zimno Ci? –zapytałem, ale nie czekając na odpowiedź zdjąłem bluzę, w tej sukience musiała zmarzną na kość, zwłaszcza ze wieczór® był wietrzny.
-Czy… mogę myśleć że… Ty.. ja.. że.. bo przecież poznaliśmy się dziś i..
-I mamy dużo czasu żeby się poznać… Z niczym nie musimy się śpieszyć, o ile Ty nie uciekniesz…… -co mam jej powiedzieć… Jesteś piękna Bello… mam nadzieję, że jesteś mądra i uciekniesz…
-Nie zamierzam… -powiedziała i obdarzyła mnie spojrzeniem pełnym uczucia, spojrzeniem którego się bałem….
Przytuliła się do mnie. Objąłem ją. Zaczęliśmy tańczyć w rytmie wiatru.
Nagle mnie zostawiła i zaczęła biec. Pokręciłem głową. Była zaskakująco intrygującą osobowością.
-Złap mnie… jeśli potrafisz…
Ganialiśmy się po plaży jak dzieci, jak zakochana para… Sam nie wiem, ale kiedy ją złapałem byłem szczęśliwy że byłą znów blisko. Sam zaczynałem się bać tego co się ze mną dzieje, ale że cały dzień był emocjonujący, postanowiłem to bagatelizować.
Mój telefon zaczął wibrować w mojej kieszeni, co wywołało nasz kolejny atak śmiechu.
-Gdzie jesteście? –Justin był wyraźnie w złym nastroju, czyżby był o mnie zazdrosny?...
-Już wracamy… -odpowiedziałem, opanowując śmiech. Po czym odłożyłem słuchawkę.
-Wszystko w porządku?... –zapytała zmartwiona.
Ja wręcz przeciwne byłem w świetnym humorze. Zazdrosny. O mnie. A to ciekawe.
-Tak, o nic się nie martw… -powiedziałem całując ją w czubek głowy.
Do reszty dołączyliśmy dość szybko. Nie wypuszczałem mojej towarzyszki z rąk.
-Jutro mamy z Justinem wolne, więc możemy zrobić sobie wieczór filmowy… np. w moim pokoju? Co wy na to? –zapytałem kiedy już wracaliśmy do hotelu.
-Świetny pomysł… -Selena zdawała się w końcu być sobą. Może ona też czułą się nieswojo.
Poczułem wibracje. Wyjąłem telefon, nadawcą smsa był Justin:
„Mogliśmy spędzić całe przedpołudnie sami… Ale ty oczywiście wolisz dzielić czas z wszystkimi.”
Chciałem szeroko się uśmiechnąć. Więc BYŁ zazdrosny. Przygryzłem wargę, spojrzałem na Justina, na mój telefon, znów na niego i uśmiechnąłem się.
Wysiedliśmy z auta, Blue, który po nas przyjechał, i był kierowcą oddał mi kluczyki:
-Widzimy się jutro na… ee obiedzie, pewnie nie będziecie w stanie przyjść na śniadanie…. Trzymajcie się! –i zniknął w parkingowej windzie. Selena chciała wejść za nim ale złapałem ją za rękę.
-Poczekaj… -uśmiechnąłem się do niej. –Tu macie kluczyki do mojego pokoju.. –podałem je Belli –a my z Justinem skoczymy po colę o jakieś chipsy… Te hotelowe…. Nie wydają się być świeże…
-Będziemy czekały –powiedziała moja, zdaje się, dziewczyna i puściła mi zalotne spojrzenie.
-Żartujesz?... –zapytał Justin kiedy odeszły kawałek –mają tu świetne żarcie…
-Słodki prawda? –usłyszałem głos Seleny z daleka. –To jesteście ze sobą? –Bella jej przytaknęła.
-Niesamowite… -powiedziała moja siostra i podejrzliwie zerknęła na mnie, zanim zniknęła w windzie. Pomachałem jej i puściłem oczko. –Jest czarujący, prawda?… -dodała z uśmiechem, i były to ostatnie słowa, zanim zamknęła się winda.
-Nie gniewaj się.. Tylko wsiadaj do auta… -rzuciłem w stronę Justina nawet na niego nie patrząc.
**********************
Mam nadzieję że sie wam spodoba :****
Tagi:
JxC
Charakterystycznie uniósł jedną brew i zawadiacko się uśmiechnął.
-Zabrałem Cię tu, bo to moja oaza spokoju…. Chciałem żebyśmy pobyli sami, bo..
**Piip* *piipip**
Justin odetchnął głęboko, starając się uspokoić. Po czym odebrał telefon:
-Tak?.... –zapytał pochmurnym głosem. –Jak to w hotelu? Przecież niecały kwadrans temu wsadziłem ją do samolotu….. Jak to nie sama… Co to za pytanie gdzie jestem… Będę jak wrócę…. –rozwścieczony odłożył telefon. –Selena wróciła do hotelu z koleżanką……………..
-Justin pamiętasz wczorajszy wieczór ..? –zapytałem niepewnie.
-Co to za pytanie? –odpowiedział pytaniem wybity z zamyślenia.
-Bo… zastanawiałem się czy to… mi… się…
-Nie przyśniło?... –pokiwałem głową. –Ohh Cody.. –ujął moją dłoń i ucałował ją. –Zawsze mi się podobałeś… tyle że..
-Rozumiem… -powiedziałem zadowolony, jakby jego jeden gest rozproszył spowijający mnie jeszcze przed chwilą mrok smutku. –Nie możemy sobie pozwolić na publiczne okazywanie uczuć rozumiem… i wiem że przed resztą też musimy udawać, bo inaczej prędzej czy później wszystko by się wydało, a tego nie chcemy…
Tylko się uśmiechnął, i nachylił się nade mną. Nasze wargi znów się zetknęły, a świadomość że to nie ostatni raz, i że to mnie chce, nie Seleny, sprawiła, ze poczułem się pewniej.
-Musimy wracać… -wyszeptał. -Selena przyjechała z koleżanką….. –dodał po chwili, kiedy już siedział na swoim siedzeniu i odpalał auto.
-To znaczy że niedługo gazety nie będą pisały tylko o Tobie i Selenie.. –zaśmiałem się pokazując mu język. –Też muszę mieć piękność przy sobie…
-Już masz…
-Justin!
-Hahhah, mówiłem o Twojej siostrze, nie o sobie… -zaśmiał się.
-Ah…
Zaczęliśmy się śmiać.
Kiedy przyjechaliśmy do hotelu zostaliśmy powiadomieni że panna Alli Simpson, wraz z pannami Seleną Gomez i Bellą Throne oczekują nas na terenie hotelowego basenu.
-Proszę je powiadomić że przyjdziemy jak tylko się przebierzemy… -odparł Justin.
-A ja jeszcze coś zjem… -dodałem.
Na naszym piętrze każdy z nas wszedł do swojego pokoju, zamknąłem drzwi od wewnątrz, tak że nawet osoba posiadająca klucz nie mogła się teraz do mnie dostać.
Justin przyszedł do mojego pokoju przez łazienkę:
-Zamknąłem drzwi od wewnątrz….
Zaśmiałem się.
-Co jest w tym takiego śmiesznego?.... –zapytał wywracając oczami.
-Ja też… -powiedziałem i podszedłem do niego blisko… bardzo blisko. –Chcę Cię pocałować ostatni raz zanim na dłuższy czas będę mógł tylko patrzeć na Twoje pocałunki z Seleną… -byłem wyższy co sprawiało mi równocześnie wiele perwersyjnej radości jak i wprawiało mnie w zakłopotanie.
Czas znów się zatrzymał. Ja wcale nie chciałem żeby znów ruszał. Z drugiej strony chciałem chronić ten związek i za nic nie zamierzałem dopuścić do jego rozpadu, dlatego oderwałem się od Justina..
-Coś nie tak? … -zapytał zaskoczony.
-Boję się, że… ktoś się dowie… Nie chcę tego stracić…
Uśmiechnął się i pokręcił głową.
Przytulił się do mnie, głęboko zaciągnął jakby chciał zatrzymać mój zapach.
-Też Cię kocham… -wyszeptał, niemal niesłyszalnie do mojego ucha. I wyszedł do siebie. Po kilku minutach spotkaliśmy się na korytarzu w szlafrokach i kąpielówkach.
-No to zobaczmy pretendentkę …
-Ah tak….
-----------------
Zasypujcie mnie komentarzami XDDD w tedy wiem że ktoś jeszcze chce to czytać i mam motor do działania :333
-Zabrałem Cię tu, bo to moja oaza spokoju…. Chciałem żebyśmy pobyli sami, bo..
**Piip* *piipip**
Justin odetchnął głęboko, starając się uspokoić. Po czym odebrał telefon:
-Tak?.... –zapytał pochmurnym głosem. –Jak to w hotelu? Przecież niecały kwadrans temu wsadziłem ją do samolotu….. Jak to nie sama… Co to za pytanie gdzie jestem… Będę jak wrócę…. –rozwścieczony odłożył telefon. –Selena wróciła do hotelu z koleżanką……………..
-Justin pamiętasz wczorajszy wieczór ..? –zapytałem niepewnie.
-Co to za pytanie? –odpowiedział pytaniem wybity z zamyślenia.
-Bo… zastanawiałem się czy to… mi… się…
-Nie przyśniło?... –pokiwałem głową. –Ohh Cody.. –ujął moją dłoń i ucałował ją. –Zawsze mi się podobałeś… tyle że..
-Rozumiem… -powiedziałem zadowolony, jakby jego jeden gest rozproszył spowijający mnie jeszcze przed chwilą mrok smutku. –Nie możemy sobie pozwolić na publiczne okazywanie uczuć rozumiem… i wiem że przed resztą też musimy udawać, bo inaczej prędzej czy później wszystko by się wydało, a tego nie chcemy…
Tylko się uśmiechnął, i nachylił się nade mną. Nasze wargi znów się zetknęły, a świadomość że to nie ostatni raz, i że to mnie chce, nie Seleny, sprawiła, ze poczułem się pewniej.
-Musimy wracać… -wyszeptał. -Selena przyjechała z koleżanką….. –dodał po chwili, kiedy już siedział na swoim siedzeniu i odpalał auto.
-To znaczy że niedługo gazety nie będą pisały tylko o Tobie i Selenie.. –zaśmiałem się pokazując mu język. –Też muszę mieć piękność przy sobie…
-Już masz…
-Justin!
-Hahhah, mówiłem o Twojej siostrze, nie o sobie… -zaśmiał się.
-Ah…
Zaczęliśmy się śmiać.
Kiedy przyjechaliśmy do hotelu zostaliśmy powiadomieni że panna Alli Simpson, wraz z pannami Seleną Gomez i Bellą Throne oczekują nas na terenie hotelowego basenu.
-Proszę je powiadomić że przyjdziemy jak tylko się przebierzemy… -odparł Justin.
-A ja jeszcze coś zjem… -dodałem.
Na naszym piętrze każdy z nas wszedł do swojego pokoju, zamknąłem drzwi od wewnątrz, tak że nawet osoba posiadająca klucz nie mogła się teraz do mnie dostać.
Justin przyszedł do mojego pokoju przez łazienkę:
-Zamknąłem drzwi od wewnątrz….
Zaśmiałem się.
-Co jest w tym takiego śmiesznego?.... –zapytał wywracając oczami.
-Ja też… -powiedziałem i podszedłem do niego blisko… bardzo blisko. –Chcę Cię pocałować ostatni raz zanim na dłuższy czas będę mógł tylko patrzeć na Twoje pocałunki z Seleną… -byłem wyższy co sprawiało mi równocześnie wiele perwersyjnej radości jak i wprawiało mnie w zakłopotanie.
Czas znów się zatrzymał. Ja wcale nie chciałem żeby znów ruszał. Z drugiej strony chciałem chronić ten związek i za nic nie zamierzałem dopuścić do jego rozpadu, dlatego oderwałem się od Justina..
-Coś nie tak? … -zapytał zaskoczony.
-Boję się, że… ktoś się dowie… Nie chcę tego stracić…
Uśmiechnął się i pokręcił głową.
Przytulił się do mnie, głęboko zaciągnął jakby chciał zatrzymać mój zapach.
-Też Cię kocham… -wyszeptał, niemal niesłyszalnie do mojego ucha. I wyszedł do siebie. Po kilku minutach spotkaliśmy się na korytarzu w szlafrokach i kąpielówkach.
-No to zobaczmy pretendentkę …
-Ah tak….
-----------------
Zasypujcie mnie komentarzami XDDD w tedy wiem że ktoś jeszcze chce to czytać i mam motor do działania :333
Tagi:
someday
Justin Bieber [17]

Cody Simpson [14]

Selena Gomez [19]

Bella Throne [14]

oraz
Alli Simpson [13]

Rayan Butler [17]

Chaz Sommers [16]

Cody Simpson [14]

Selena Gomez [19]

Bella Throne [14]

oraz
Alli Simpson [13]

Rayan Butler [17]

Chaz Sommers [16]
Tagi:
someday
Choć nigdy wcześniej nie byłem z Justinem, ani sam ani z kimś, a już na pewno w takiej sytuacji jak dziś, to już po takiej chwili czułem się niesamowicie samotny kiedy musiał mnie opuścić.
Nie zmrużyłem oka całą noc.
Myślałem o tym jak będzie wyglądało jutro czy znajdzie dla mnie choć chwilę, oczywiście nie mogłem nic nikomu powiedzieć… a może to wszystko to był sen…
Nad ranem przysnąłem…. Spałem może niecałe pół godzinki, od razu pokierowałem się do łazienki i wziąłem gorący prysznic, przez który całą łazienka była zaparowana.
Wszedłem drzwiami po prawej… zastanawiały mnie te drzwi po lewej… czy one łączyły się z pokojem Justina.
Zastanawiałem się nad tym kiedy owijałem się ręcznikiem, i w tej „spódniczce” podszedłem do umywalki. Poranek jak każdy inny: prysznic, golenie, zęby. Pfu.. –wyplułem błękitny miętowy płyn. I właśnie w tedy drzwi po lewej otworzyły się; nie miałem odwagi się odwrócić. W lustrze zobaczyłem Justina. Uśmiechnął się do mnie słodko. Moje policzki zaróżowiły się, a ja spuściłem wzrok.
Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć z pokoju Biebera dobiegł nas znajomy kobiecy głos. To była Selena. Justinowi spełzł uśmiech z twarzy, spojrzał na mnie przepraszająco i wrócił do swojego pokoju.
Uczyniłem to samo, tyle że nie wróciłem do jego pokoju, a do swojego. Szkoda.
I tak właśnie wyglądał cały dzień. Od śniadania po zwiedzanie. Pobyt na plaży, popołudnie na basenie. Justin nie opuszczał Gomez, całował ją przy paparazzi, a robiąc to dość często spuszczał dłonie na jej pośladki. Zadziwiające. Jak silnym uczuciem może być zazdrość. Coś co nawet nie należy do nas, co mogło być naszym przewidzeniem, coś, a raczej ktoś zupełnie nam obcy, a tak bliski naszemu sercu może wzbudzać tak silne emocje, że dla zagarnięcia tej osoby tylko dla siebie momentami czujemy się na siłach zabić. Szczególnie pewną dość dobrze rozpoznawalną gwiazdę, która wybiła się w stacji Disney.
Miałem jej dość.
-Wydajesz się spięty przyjazdem Seleny… a przecież to nie o nią Ci chodzi… nie mylę się? Przyjechałeś tu chyba dla tego przystojniaka, mam rację… -Alli starała się poprawić mi nastrój. Przytuliła mnie –Miałeś chociaż okazję zamienić z nim słowo?
-Taq… -mruknąłem. –Chociaż… wydaje mi się że to był sen.. Teraz nie ma dla mnie ani sekundy…
-Spokojnie, to nasz pierwszy dzień… Szkoda że nie ma tu jakichś innych chłopców… -dodała uśmiechając się zalotnie.
W tedy podszedł do nas Justin.
-Muszę odwieźć Selenę na lotnisko… pojedziesz ze mną? –mówił tylko do mnie jakby nikogo poza mną nie było, po czym jakby otrzeźwiał. –Justin.. –wyciągnął rękę do Alli.
-Wiem … -uśmiechnęła się.
-To jak?... –ponowił pytanie
-Jasne… -nie trzeba było mnie zachęcać.
Całą drogę na lotnisko milczałem, lub przytakiwałem Selenie która prowadziła ze mną rozmowę… a raczej monolog o sobie samej. Była bardzo miła… ale chyba nie wydałem jej się interesujący. Justin prowadził, i tylko czasami się uśmiechał na niektóre sentencje wypowiedziane przez swoją dziewczynę. Słońce robiło się coraz bardziej czerwone. Wysadziliśmy i pożegnaliśmy się z Seleną.
Po chwili znów byliśmy w aucie. Sami.
Justin jechał teraz jakąś inną drogą. Zatrzymał się na dzikiej plaży. Była pusta. Tylko my.
-Nie mieliśmy od razy wracać? –zapytałem, i po raz pierwszy dziś spojrzałem mu prosto w oczy.
Nie zmrużyłem oka całą noc.
Myślałem o tym jak będzie wyglądało jutro czy znajdzie dla mnie choć chwilę, oczywiście nie mogłem nic nikomu powiedzieć… a może to wszystko to był sen…
Nad ranem przysnąłem…. Spałem może niecałe pół godzinki, od razu pokierowałem się do łazienki i wziąłem gorący prysznic, przez który całą łazienka była zaparowana.
Wszedłem drzwiami po prawej… zastanawiały mnie te drzwi po lewej… czy one łączyły się z pokojem Justina.
Zastanawiałem się nad tym kiedy owijałem się ręcznikiem, i w tej „spódniczce” podszedłem do umywalki. Poranek jak każdy inny: prysznic, golenie, zęby. Pfu.. –wyplułem błękitny miętowy płyn. I właśnie w tedy drzwi po lewej otworzyły się; nie miałem odwagi się odwrócić. W lustrze zobaczyłem Justina. Uśmiechnął się do mnie słodko. Moje policzki zaróżowiły się, a ja spuściłem wzrok.
Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć z pokoju Biebera dobiegł nas znajomy kobiecy głos. To była Selena. Justinowi spełzł uśmiech z twarzy, spojrzał na mnie przepraszająco i wrócił do swojego pokoju.
Uczyniłem to samo, tyle że nie wróciłem do jego pokoju, a do swojego. Szkoda.
I tak właśnie wyglądał cały dzień. Od śniadania po zwiedzanie. Pobyt na plaży, popołudnie na basenie. Justin nie opuszczał Gomez, całował ją przy paparazzi, a robiąc to dość często spuszczał dłonie na jej pośladki. Zadziwiające. Jak silnym uczuciem może być zazdrość. Coś co nawet nie należy do nas, co mogło być naszym przewidzeniem, coś, a raczej ktoś zupełnie nam obcy, a tak bliski naszemu sercu może wzbudzać tak silne emocje, że dla zagarnięcia tej osoby tylko dla siebie momentami czujemy się na siłach zabić. Szczególnie pewną dość dobrze rozpoznawalną gwiazdę, która wybiła się w stacji Disney.
Miałem jej dość.
-Wydajesz się spięty przyjazdem Seleny… a przecież to nie o nią Ci chodzi… nie mylę się? Przyjechałeś tu chyba dla tego przystojniaka, mam rację… -Alli starała się poprawić mi nastrój. Przytuliła mnie –Miałeś chociaż okazję zamienić z nim słowo?
-Taq… -mruknąłem. –Chociaż… wydaje mi się że to był sen.. Teraz nie ma dla mnie ani sekundy…
-Spokojnie, to nasz pierwszy dzień… Szkoda że nie ma tu jakichś innych chłopców… -dodała uśmiechając się zalotnie.
W tedy podszedł do nas Justin.
-Muszę odwieźć Selenę na lotnisko… pojedziesz ze mną? –mówił tylko do mnie jakby nikogo poza mną nie było, po czym jakby otrzeźwiał. –Justin.. –wyciągnął rękę do Alli.
-Wiem … -uśmiechnęła się.
-To jak?... –ponowił pytanie
-Jasne… -nie trzeba było mnie zachęcać.
Całą drogę na lotnisko milczałem, lub przytakiwałem Selenie która prowadziła ze mną rozmowę… a raczej monolog o sobie samej. Była bardzo miła… ale chyba nie wydałem jej się interesujący. Justin prowadził, i tylko czasami się uśmiechał na niektóre sentencje wypowiedziane przez swoją dziewczynę. Słońce robiło się coraz bardziej czerwone. Wysadziliśmy i pożegnaliśmy się z Seleną.
Po chwili znów byliśmy w aucie. Sami.
Justin jechał teraz jakąś inną drogą. Zatrzymał się na dzikiej plaży. Była pusta. Tylko my.
-Nie mieliśmy od razy wracać? –zapytałem, i po raz pierwszy dziś spojrzałem mu prosto w oczy.
Tagi:
JxC
*Piip.. piip…*
Odskoczył ode mnie, jakby dźwięk jego telefonu wybił go z transu w którym się znajdował.
Z trudem złapałem powietrze… Sam przez pierwsze kilka sekund zastanawiałem się czy to wszystko to był sen, czy jakieś urojenie. Jednak spojrzenie Justina sugerowało że doznania sprzed chwili były jak najbardziej autentyczne.
Chłopak mówił coś ściszonym głosem do telefonu, cały czas kierując się w stronę balkonu. Wyszedł. Ciepłe letnie powietrze otuliło moją twarz.
Dałem się ponieść marzeniom, i zanim na dobre się im oddałem, wrócił Bieber.
-Przepraszam… To był dość ważny telefon, którego się nie spodziewałem…. –jego mina wyrażała coś na wzór bólu spowodowanego telefonem. Nie rozumiałem tego smutku. –Naprawdę chciałbym Cię poznać lepiej… nie tylko… no… tak jak przed chwilą… poznać… tak…. Duchowo?.. ale zdaje się że będziemy mieć małe utrudnienia na linii… jutro wieczorem dołączy do nas Selena… jeszcze nie wiem na ile… postaram się ją oddelegować już pojutrze do południa… Zobaczę co da się zrobić… Chyba że… Cody… powiedz, może czujesz się zmuszony do mojej obecności, hym?
Na początku trochę to do mnie nie docierało. Justin jakby myślał na głos, przez co jego wypowiedź zmieniała swoje tory tyle razy że gubiłem się za każdym razem gdy przeskakiwał w coś nowego.
-Nie… NIE! Ależ skąd. Kocham Cię…
Zrobiłem się cały czerwony… -.-‘’ pięknie.. Jasne, świetnie że od tego zacząłeś kretynie….. Jesteś wielki… Spuściłem głowę.
-Chciałem powiedzieć że Twoja obecność sprawia mi wiele radości.
Nadal leżałem na łóżku podparty na łokciach. Postanowiłem więc wstać, ale Justin postawił kolano między moimi nogami, co spowodowało że znów czułem się jak sparaliżowany.
-Mi Twoja większą… -powiedział nachylając się nade mną –ale jutro musimy udawać że nic między nami nie zaszło.. NIC… tj oczywiście że się spotkaliśmy: wpadłem się przywitać… wymieniliśmy kilka zdań… rozumiesz…
-J-j-jasne…
-Jesteś słodki, wiesz to prawda?... –dodał. Pocałował mnie w skroń i zostawił samego na moim wielkim łóżku.
Odskoczył ode mnie, jakby dźwięk jego telefonu wybił go z transu w którym się znajdował.
Z trudem złapałem powietrze… Sam przez pierwsze kilka sekund zastanawiałem się czy to wszystko to był sen, czy jakieś urojenie. Jednak spojrzenie Justina sugerowało że doznania sprzed chwili były jak najbardziej autentyczne.
Chłopak mówił coś ściszonym głosem do telefonu, cały czas kierując się w stronę balkonu. Wyszedł. Ciepłe letnie powietrze otuliło moją twarz.
Dałem się ponieść marzeniom, i zanim na dobre się im oddałem, wrócił Bieber.
-Przepraszam… To był dość ważny telefon, którego się nie spodziewałem…. –jego mina wyrażała coś na wzór bólu spowodowanego telefonem. Nie rozumiałem tego smutku. –Naprawdę chciałbym Cię poznać lepiej… nie tylko… no… tak jak przed chwilą… poznać… tak…. Duchowo?.. ale zdaje się że będziemy mieć małe utrudnienia na linii… jutro wieczorem dołączy do nas Selena… jeszcze nie wiem na ile… postaram się ją oddelegować już pojutrze do południa… Zobaczę co da się zrobić… Chyba że… Cody… powiedz, może czujesz się zmuszony do mojej obecności, hym?
Na początku trochę to do mnie nie docierało. Justin jakby myślał na głos, przez co jego wypowiedź zmieniała swoje tory tyle razy że gubiłem się za każdym razem gdy przeskakiwał w coś nowego.
-Nie… NIE! Ależ skąd. Kocham Cię…
Zrobiłem się cały czerwony… -.-‘’ pięknie.. Jasne, świetnie że od tego zacząłeś kretynie….. Jesteś wielki… Spuściłem głowę.
-Chciałem powiedzieć że Twoja obecność sprawia mi wiele radości.
Nadal leżałem na łóżku podparty na łokciach. Postanowiłem więc wstać, ale Justin postawił kolano między moimi nogami, co spowodowało że znów czułem się jak sparaliżowany.
-Mi Twoja większą… -powiedział nachylając się nade mną –ale jutro musimy udawać że nic między nami nie zaszło.. NIC… tj oczywiście że się spotkaliśmy: wpadłem się przywitać… wymieniliśmy kilka zdań… rozumiesz…
-J-j-jasne…
-Jesteś słodki, wiesz to prawda?... –dodał. Pocałował mnie w skroń i zostawił samego na moim wielkim łóżku.
Tagi:
JxC
Zszedłem na dół, i zająłem moje miejsce przy Alli. Uśmiechnęła się i podsunęła mi miskę z moim ulubionym musli o smaku cappuccino.
-Dzięki… Alli? Tak sobie pomyślałem, bo widzisz dzwonili, i pytali czy chcę kogoś ze sobą zabrać, oprócz menadżera… i o ile mama Ci pozwoli… -spojrzałem na nią i kontrolnie na mamę, z którą i tak już wszystko wcześniej ustaliłem.
Oczy mojej siostry zrobiły się tak wielkie jak nigdy:
-Naprawdę? Ja… ja…. Ty jesteś najlepszym bratem, Cody! –i rzuciła się na moje krzesło, przez co oboje wylądowaliśmy na podłodze. –Matko… nic Ci nie jest? Przepraszam….
-Alli, trzymaj swoje emocje na wodzy…. –mama tylko pokręciła głową.
-Czy to znaczy że się zgadzasz? Bo zgadzasz się prawda?... DZIĘKUJĘ!
***
Po długiej podróży, najpierw na lotnisko w Sydney, potem locie do NY, zakończywszy na staniu w korkach około północy byliśmy już w tym samym hotelu co Justin.
-Niestety z Justinem zobaczymy się dopiero jutro –powiedział Blue… w sumie Michael 'Blue' Williams, mój menadżer i opiekun.- Ty masz pokój po tej stronie korytarza, za ścianą jest Justin, więc nie hałasuj –zaśmiał się. –Natomiast pokoje moje i Alli są na drugim końcu. Widzimy się rano w kawiarni na śniadaniu, na 3piętrze. Jest zarezerwowane tylko dla nas i rodziny podróżnej Justina. Spij dobrze.
Pokiwałem tylko głową i opadłem na łóżko. Niby jak mam zasnąć skoro za ścianą jest Justin?... Tyle pracowałem dla tego dnia. Mogłem zostać zwykłym nastolatkiem… ale wiedziałem, że jeżeli chcę go kiedykolwiek poznać to muszę być rozpoznawalny… wykorzystałem mój głos… Stałem się sławny… Mam koncerty, własnych fanów… a Justin jest nadal tak samo nieuchwytny jak kiedyś…..
Po chwili, ktoś przerwał mi leżenie pukaniem. Może to Justin? Zerwałem się i poprawiłem włosy.
-Już otwieram!...
-Jest boski, no nie?! –wrzasnęła Alli. –Ten hotel… Yyyy… nie jesteś w nastroju?.... –nic nie odpowiedziałem. –No dobrze… to … ja chciałam Ci tylko powiedzieć żebyś się nie przejmował, ahh i jeszcze coś –nachyliła się nade mną: -nie ma tu Seleny… Śpij dobrze słodki książę –dodała już głośniej i poszła sobie… znikała w głębi korytarza, aż zupełnie pochłonęły ją drzwi jej pokoju.
Zamknąłem swoje własne. Nie ma dziewczyny Biebsa? To znaczy, że może jest jeszcze jakaś szansa….
-Puk, puk… -pukanie rozległo się kiedy ja na powrót leżałem już na łóżku i wpatrywałem się w sufit.
Ogólnie pokój był ładny z dużą ilością szkła i światłą… i czarnego drewna. Światło było stłumione, co potęgowało złoty kolor pościeli i biszkoptowość kanap i foteli. Mógłbym się tym napawać gdyby Alli co chwilę tu nie przychodziła….
Skoro i tak nie zdążyłem zamknąć drzwi, rzuciłem tylko w ich kierunku.
-Chyba wiesz jak się je otwiera, nie musze tego robić za Ciebie…
Drzwi otworzyły się i Alli weszła, nie zamierzałem jednak nawet na nią spojrzeć. Może do niej dojdzie że chcę być sam…. Jestem rozdrażniony…. Zły… sam już nie wiem. NA pewno zawiedziony. Pisaliśmy do siebie maile… rozmawialiśmy przez telefon, a kiedy jesteśmy tak blisko, jesteśmy z Justinem tak daleko… jak w tedy kiedy zupełnie o mnie nie wiedział…. Chciałem być sam.
-Nie ma z Tobą nikogo to się nudzisz, tak? Czyli w sumie moje towarzystwo nie jest takie najgorsze jak nie ma się niczego innego do roboty…
-Dzięki… Alli? Tak sobie pomyślałem, bo widzisz dzwonili, i pytali czy chcę kogoś ze sobą zabrać, oprócz menadżera… i o ile mama Ci pozwoli… -spojrzałem na nią i kontrolnie na mamę, z którą i tak już wszystko wcześniej ustaliłem.
Oczy mojej siostry zrobiły się tak wielkie jak nigdy:
-Naprawdę? Ja… ja…. Ty jesteś najlepszym bratem, Cody! –i rzuciła się na moje krzesło, przez co oboje wylądowaliśmy na podłodze. –Matko… nic Ci nie jest? Przepraszam….
-Alli, trzymaj swoje emocje na wodzy…. –mama tylko pokręciła głową.
-Czy to znaczy że się zgadzasz? Bo zgadzasz się prawda?... DZIĘKUJĘ!
***
Po długiej podróży, najpierw na lotnisko w Sydney, potem locie do NY, zakończywszy na staniu w korkach około północy byliśmy już w tym samym hotelu co Justin.
-Niestety z Justinem zobaczymy się dopiero jutro –powiedział Blue… w sumie Michael 'Blue' Williams, mój menadżer i opiekun.- Ty masz pokój po tej stronie korytarza, za ścianą jest Justin, więc nie hałasuj –zaśmiał się. –Natomiast pokoje moje i Alli są na drugim końcu. Widzimy się rano w kawiarni na śniadaniu, na 3piętrze. Jest zarezerwowane tylko dla nas i rodziny podróżnej Justina. Spij dobrze.
Pokiwałem tylko głową i opadłem na łóżko. Niby jak mam zasnąć skoro za ścianą jest Justin?... Tyle pracowałem dla tego dnia. Mogłem zostać zwykłym nastolatkiem… ale wiedziałem, że jeżeli chcę go kiedykolwiek poznać to muszę być rozpoznawalny… wykorzystałem mój głos… Stałem się sławny… Mam koncerty, własnych fanów… a Justin jest nadal tak samo nieuchwytny jak kiedyś…..
Po chwili, ktoś przerwał mi leżenie pukaniem. Może to Justin? Zerwałem się i poprawiłem włosy.
-Już otwieram!...
-Jest boski, no nie?! –wrzasnęła Alli. –Ten hotel… Yyyy… nie jesteś w nastroju?.... –nic nie odpowiedziałem. –No dobrze… to … ja chciałam Ci tylko powiedzieć żebyś się nie przejmował, ahh i jeszcze coś –nachyliła się nade mną: -nie ma tu Seleny… Śpij dobrze słodki książę –dodała już głośniej i poszła sobie… znikała w głębi korytarza, aż zupełnie pochłonęły ją drzwi jej pokoju.
Zamknąłem swoje własne. Nie ma dziewczyny Biebsa? To znaczy, że może jest jeszcze jakaś szansa….
-Puk, puk… -pukanie rozległo się kiedy ja na powrót leżałem już na łóżku i wpatrywałem się w sufit.
Ogólnie pokój był ładny z dużą ilością szkła i światłą… i czarnego drewna. Światło było stłumione, co potęgowało złoty kolor pościeli i biszkoptowość kanap i foteli. Mógłbym się tym napawać gdyby Alli co chwilę tu nie przychodziła….
Skoro i tak nie zdążyłem zamknąć drzwi, rzuciłem tylko w ich kierunku.
-Chyba wiesz jak się je otwiera, nie musze tego robić za Ciebie…
Drzwi otworzyły się i Alli weszła, nie zamierzałem jednak nawet na nią spojrzeć. Może do niej dojdzie że chcę być sam…. Jestem rozdrażniony…. Zły… sam już nie wiem. NA pewno zawiedziony. Pisaliśmy do siebie maile… rozmawialiśmy przez telefon, a kiedy jesteśmy tak blisko, jesteśmy z Justinem tak daleko… jak w tedy kiedy zupełnie o mnie nie wiedział…. Chciałem być sam.
-Nie ma z Tobą nikogo to się nudzisz, tak? Czyli w sumie moje towarzystwo nie jest takie najgorsze jak nie ma się niczego innego do roboty…
Tagi:
JxC
Dobra-tego jeszcze na bloblo nie widziałam.. mianowicie YAOI
****
Wszedłem do garderoby i zamknąłem za sobą drzwi na klucz. Tu nikt poza mną nie miał prawa być. Mama zostawiała moje ubrania na łóżku w sypialni.
Spojrzałem w lustro. Odbicie ukazało całkiem wysokiego chłopacka, ze złocistą karnacją. Niebieskooki blondyn z zarysem mięśni wyrzeźbionych od popołudni spędzonych na desce. To ja. Całkiem nieźle…
Spojrzałem w lewo. Wisiał tam plakat w rozmiarach rzeczywistych Justina. Podszedłem i przyłożyłem policzek do jego twarzy...”dziś się zobaczymy” –wyszeptałem.
Nerwy zaczęły zaciskać mój żołądek.
Wbiłem się w czarne jeansy, do czego zarzuciłem białą koszulę, której zagiąłem rękawy.
-Cody.. wyłaź! Mama zrobiła śniadanie… -Alli, moja młodsza o rok siostra, dobijała się do drzwi.
-Nie jestem głodny….
-Musisz coś zjeść… Lecisz dziś do NY żeby spotkać się z Justinem…. Chcesz żeby pierwszą rzeczą jaką w Tobie zapamięta był burczący brzuch?....
-Strasznie śmieszne… -powiedziałem otwierając drzwi. –Gdzie Tom?
-Tata już zawiózł go do szkoły…. Może rodzice tego jeszcze nie wyłapali… ale ja wiem…
-Niby co?... –starałem się zachować spokój, ale moje policzki same się zaróżowiły.
-Cody… Nie miałeś dziewczyny i nie będziesz jej miał… To Ty nią jesteś….
-Małpa!
-Oj… chodzi mi o to że jesteś słodki, kiedy wzdychasz do Justina… Ale chyba zdajesz sobie sprawę, że on ma dziewczynę…
Rzuciłem w nią poduszką. Naprawdę Alli, bardzo mi pomagasz.
-Ała!... –podeszła do mnie po chwili i mnie przytuliła- Kocham Cię, pamiętaj o tym… -pocałowała mnie w policzek i wyszła z pokoju, kierując się na dół w stronę kuchni.
-To było obleśne, wiesz o tym prawda? –powiedziałem, choć tak naprawdę byłem jej wdzięczny. –Alli? –zapytałem, kiedy doszedłem do barierki, a ona była jeszcze na schodach. –Ja też Cię kocham, pamiętaj o tym….
Jej uśmiech rozpromienił korytarz:
-Tylko utrzymuj to w tajemnicy przed mediami, te wszystkie lafiryndy pragną wierzyć że śpiewasz do nich…
-Tak, tak….
****
Wszedłem do garderoby i zamknąłem za sobą drzwi na klucz. Tu nikt poza mną nie miał prawa być. Mama zostawiała moje ubrania na łóżku w sypialni.
Spojrzałem w lustro. Odbicie ukazało całkiem wysokiego chłopacka, ze złocistą karnacją. Niebieskooki blondyn z zarysem mięśni wyrzeźbionych od popołudni spędzonych na desce. To ja. Całkiem nieźle…
Spojrzałem w lewo. Wisiał tam plakat w rozmiarach rzeczywistych Justina. Podszedłem i przyłożyłem policzek do jego twarzy...”dziś się zobaczymy” –wyszeptałem.
Nerwy zaczęły zaciskać mój żołądek.
Wbiłem się w czarne jeansy, do czego zarzuciłem białą koszulę, której zagiąłem rękawy.
-Cody.. wyłaź! Mama zrobiła śniadanie… -Alli, moja młodsza o rok siostra, dobijała się do drzwi.
-Nie jestem głodny….
-Musisz coś zjeść… Lecisz dziś do NY żeby spotkać się z Justinem…. Chcesz żeby pierwszą rzeczą jaką w Tobie zapamięta był burczący brzuch?....
-Strasznie śmieszne… -powiedziałem otwierając drzwi. –Gdzie Tom?
-Tata już zawiózł go do szkoły…. Może rodzice tego jeszcze nie wyłapali… ale ja wiem…
-Niby co?... –starałem się zachować spokój, ale moje policzki same się zaróżowiły.
-Cody… Nie miałeś dziewczyny i nie będziesz jej miał… To Ty nią jesteś….
-Małpa!
-Oj… chodzi mi o to że jesteś słodki, kiedy wzdychasz do Justina… Ale chyba zdajesz sobie sprawę, że on ma dziewczynę…
Rzuciłem w nią poduszką. Naprawdę Alli, bardzo mi pomagasz.
-Ała!... –podeszła do mnie po chwili i mnie przytuliła- Kocham Cię, pamiętaj o tym… -pocałowała mnie w policzek i wyszła z pokoju, kierując się na dół w stronę kuchni.
-To było obleśne, wiesz o tym prawda? –powiedziałem, choć tak naprawdę byłem jej wdzięczny. –Alli? –zapytałem, kiedy doszedłem do barierki, a ona była jeszcze na schodach. –Ja też Cię kocham, pamiętaj o tym….
Jej uśmiech rozpromienił korytarz:
-Tylko utrzymuj to w tajemnicy przed mediami, te wszystkie lafiryndy pragną wierzyć że śpiewasz do nich…
-Tak, tak….
Tagi:
JxC





